Mager Jan (1864-1939)


Wspomnienie gospodarza[1] z Lasku w 160. rocznicę urodzin i 85. rocznicę jego śmierci

Jan Mager zdjęcie z lat 20. XX wieku   [zdjęcie poddano obróbce graficznej sztucznej inteligencji]
Jan Mager w wieku 67 lat na zdjęciu z 1931 roku – gospodarz Lasku, założyciel i honorowy prezes Towarzystwa Przemysłowców w Lasku   [zdjęcie poddano obróbce graficznej sztucznej inteligencji]

Jan Mager urodził się 1 maja 1864 r. na podpoznańskiej wówczas wsi Rataje z ojca Walentego – zagrodnika (Gärtners)[2] i matki Barbary z domu Leitgeber (1841-1917), mieszkających we wsi Główna[3] (od 1925 r. m.in. obie wsie Główna i Rataje włączono w granice administracyjne Poznania). Rodzeństwo Jana to: Magdalena (1862-?) po mężu Rausch[4]; Barbara (1866-?); Andrzej (1869-1942)[5]; Katarzyna (1872-?) I voto Mankiewicz[6], II voto Tomkowiak[7]; Jakub (1876-1876) żył tylko 6 dni. Rody Magerów i Leitgeberów pochodziły z Bambergii, przybyły do Polski w połowie XVIII wieku w ramach osadnictwa podpoznańskich wsi opustoszałych w wyniku wojen oraz zarazy. Wg Marii Paradowskiej Magerowie osiedlili się na Wildzie krótko po 1749 roku.[8] Natomiast około roku 1750 i 1753 bamberskie rody Magerów oraz Leitgeberów występują też na Jeżycach[9]. Dotychczas nie udało nam się bezpośrednio powiązać genealogicznie Walentego Magera czy Barbary Leitgeber z bamberskimi osadnikami z XVIII wieku. Po miejscu urodzin najstarszej Magdaleny (po mężu Rauch) prawdopodobnie jest to linia Jeżycka.

Przedstawmy aktywność Jana Magera – szanowanego społecznika na różnych polach działalności i zacnego gospodarza z Lasku.

Kółko Rolnicze

Jan Mager był inicjatorem utworzenia Kółka Rolniczego przy parafii św. Floriana w Wirach, w którym od jego założenia, przynajmniej do 1908 r. pełnił rolę sekretarza[10]. Podczas spotkania założycielskiego, jakie odbyło się w Wirach, we wtorek 23.01.1894 r. jako gospodarz mieszkający jeszcze na Świerczewie powitał przybyłego Patrona Kółek Rolniczych – Maksymiliana Jackowskiego tymi oto słowami: Witaj nam, witaj, Szanowny Patronie, Panów chlubo, chłopów opiekunie. Dziękujemy ci bardzo za twoje przybycie i z ufnością czekamy, że nam nie poskąpisz twych nauk zdobycie. Czy lato czy zima, nic Cię nie powstrzyma, bo Ci się serce raduje, kto swych Ojców Ziemię w obuch rękach trzyma. Teraz Cię prosimy, Szanowny Patronie, racz nas pouczyć obiąwszy(?) potrzebie, abyśmy korzystniej pracować mogli w naszych praojców glebie. Podpisy sekretarza Jana Magera i prezesa Kółka Rolniczego w Wirach – ks. Karola Seichtera[11] widnieją na protokołach, których księga się zachowała[12].

Rękopis Jana Magera – pierwsza strona księgi protokólarnej Kółka Rolniczego z 1894 roku oraz podpisy prezesa i sekretarza

 Szkoła w Lasku

Ważnym ogniwem aktywności Jana Magera była dbałość o potrzebę powołania w Lasku szkoły dla katolików. Ewangelicy mieli już od 1825 r. swoją szkołę w Lasku przy dzisiejszej ul. Krętej 32. Choć pomysły utworzenia szkoły parytetowej (dla ewangelików – język niemiecki i katolików – język polski) były rozpatrywane już od 1819 roku, ostatecznie taka jednak nie powstała. Dzieci polskie uczyły się w szkole katolickiej w Wirach. Dalsze działania społeczności Lasku doprowadziły do tego, że w 1902 roku powołano 9-osobowy dozór szkolny, w którego składzie znalazł się Jan Mager. Był członkiem dozoru szkolnego na początku XX w. razem z: Wojciechem Patzem, Józefem Mateckim, Antonim Kubalą i Antonim Walterem. 5.01.1903 r. zakupioną od Mateckiego działkę pod budowę szkoły przy ul. Sobieskiego 65 (później przedszkole nr 1 – „Pogodne Przedszkole”; obecnie – „Centrum Wsparcia i Pomocy Rodzinie”) przekazano Katolickiej Gminie Szkolnej w Lasku. Tego samego dnia Jana Magera, Antoniego Kubalę i Antoniego Waltera mianowano członkami komitetu budowy pierwszego gmachu szkoły we wsi Lasek.[13]

Szkoła katolicka w Lasku wybudowana w 1904 roku do jej powstania czynnie przyczynił się m.in. Jan Mager. Widok z dwudzielnej pocztówki ze zbiorów Romualda Komischke, zdjęcie sprzed 1916 r. Na uwagę zasługują polskie napisy na pocztówce z czasów zaborów. Więcej o pocztówce czytaj „Wieści Lubońskie” 02-2018, s. 36

Dozór kościelny

Jan Mager był też przewodniczącym bodaj najważniejszego organu parafian dla kościoła w Wirach – zarządzał 18-osobową[14] Reprezentacją Parafialną. Tę całkowicie niemal dotąd nieznaną tematykę dziejów Kościoła badał ks. Tomasz Rogoziński. Wyniki dotyczące udziału świeckich w życiu wspólnoty kościelnej przedstawił w swojej pracy doktorskiej pt. „Dozory kościelne i reprezentacje parafialne w archidiecezji poznańskiej w latach 1875-1935”. Dysertację zilustrował m.in. zdjęciem z Wirowskiej parafii pw. św. Floriana. Warto pokrótce wspomnieć, że w archidiecezji poznańskiej od 1875 r. władze pruskie narzuciły ustawą struktury dozorów kościelnych (niem. Kirchenvorstände) i reprezentacji parafialnych (niem. Gemeindevertretungen), zajmujących się zarządem majątkiem kościelnym. Ciała te swoje zadania spełniały (z pewnymi zmianami), także po I wojnie, w czasach II RP, aż do 1935 r. W skład dozoru wchodził rządca parafii – proboszcz oraz wierni świeccy rekrutowani w tajnych wyborach przez pełnoletnich mężczyzn z parafii. Wybierano niezależnych finansowo mężczyzn, którzy ukończyli 30. rok życia w liczbie proporcjonalnej do wielkości parafii. Natomiast reprezentację parafialną, której w Wirach przewodniczył Jan Mager, stanowiącej ciało nadrzędne całkowicie składające się z osób świeckich, wybierano w ten sam sposób (w stosunku 3:1), co dozór kościelny. Wprowadzenie w XIX wieku takiego systemu było zmianą niemal rewolucyjną. Wybieralne elity lokalnego społeczeństwa były bezpośrednio odpowiedzialne za zarząd majątkiem kościelnym. Ich rola i zakres działania daleko odbiegały od dzisiejszego zakresu i zaangażowania świeckich w kościele stanowiących formalnie rady parafialne i ekonomiczne.

Jan Mager – przewodniczący (oznaczony nr 20) w środku 17-osobowej reprezentacji parafialnej, w której rozpoznani m.in. to: Wojciech Patz (8?), Wawrzyn Kaczmarek (10), Michał Płotkowiak (11), Marcin Stachowiak (14), Florenciusz Iczakowski (15), Andrzej Remlein (18), Jakub Chudzicki (19), Marcin Cegłowski (22) nierozpoznani: Tomasz Chwirot, Józef Pilaczyński, Michał Serkowiak, Jan Dobieżyński, Paweł Rybarczyk, Jakub Rausch, Antoni Kubala, Michał Ratajczak, Walenty Wojtyniak. W pierwszym rzędzie siedzą członkowie dozoru kościelnego, w skład którego wchodził proboszcz – ks. Karol Seichter (4) oraz parafianie: Jan Anioła (1!), Antoni Gensler (2?), Szczepan Pawlicki (3?), Józef Thomas (5!), Michał Hossa (6!), Maciej Mączyński (7!). Zdjęcie wykonane przed kościołem w Wirach w 1904 r.
Strona z podpisami z dnia 2 marca 1904 r. członków dozoru kościelnego i reprezentacji parafialnej w albumie kościoła wirowskiego, który powrócił do parafii w 1999 r. jako dar Jerzego Czartoryskiego

Towarzystwo Przemysłowców

W „Monografii Gminy Żabikowo” rękopisie z około 1938 r. w części II Gromada Lasek znajdziemy informację o Janie Magerze w następującym zapisie (pisownia oryginalna): W roku 1903 Niemcy założyli swoje stowarzyszenie, które rozpoczęło germanizowanie młodzieży polskiej. Dla obrony polskości utworzyło się z inicjatywy gospodarza Jana Magera Katolickie Towarzystwo Przemysłowców, do którego zaciągnęli się prawie wszyscy Polacy. W tym Towarzystwie skupiało się życie oświatowe i kulturalne Polaków.[15]

Zdjęcie Katolickiego Towarzystwa Przemysłowców w Lasku założonego w 1905 roku ze sztandarem organizacji wykonane w 1931 r. W pierwszym rzędzie siedzi założyciel i honorowy prezes Jan Mager (4). Oprócz niego rozpoznani: Walter Andrzej (3), Przybylski Jan (5), Czerwiński Jan (8), Ratajczak (9), Ptak Franciszek (10), Wilczek (14), Adamski Czesław (15), Szóstak Wojciech (19) – powstańec, Mielcarek Michał (20), Roszyk Antoni (23), Wojciechowski Kazimierz (27) – powstaniec, Kubala Józef (28), Wojciechowski Piotr (29) – powstaniec, Szczepaniak Stanisław (30) – powstaniec
W pamiątkach rodzinnych przechował się zniszczony zębem czasu ozdobny dyplom o następującej treści: Cześć Przemysłowi! Cześć Przemysłowi! Towarzystwo przemysłowców w Lasku W dowód uznania, założycielowi i honorowemu prezesowi Janowi Magerowi Dyplom ten składa z okazji 25-letniego jubileuszu. Lasek, dnia 9 lutego 1930 r. Podpisał Zarząd: Patz – prezes, Szczepański – skarbnik; Chwirot – sekretarz

Powstanie 1918-1919

Naszego bohatera – Jana Magera – odnajdujemy także w pierwszym tomie „Albumu Pamiątkowego Powstańców Ziem Zachodnich R.P. 1918-1921”, gdzie krótko opisana została jego działalność: W okresie Rady Robotniczo-Żołnierskiej pełnił przez przeciąg 5-ciu miesięcy straż pod dow. ppłk. Kopy. Oddawał żywność dla uczestników powstania Wlkp. (Ewidencja nr. 56/2). Z powyższego, lakonicznego zapisku wynika, że od listopada 1918 r. był członkiem miejscowej Straży Ludowej, bowiem ppor. A. Kopa był jej komendantem powiatowym. Mógł w niej pozostać po wybuchu powstania z racji na wiek, miał bowiem 54 lata. Jeżeli zgłosił się ochotniczo do batalionu Kopy, to z powodu „zbyt dojrzałego” wieku został odesłany do Lasku, z ok. 300 innymi ochotnikami (seniorami i małoletnimi). Pamiętać również należy, że głównym powodem nieprzyjęcia do oddziału był brak broni dla wszystkich ochotników. Jan Mager pozostał nadal aktywny na gruncie powstańczym, bowiem organizował i dostarczał żywność. Na pewno został weteranem powstania (związku weterańskiego), tzn. przeszedł pozytywnie weryfikację, o czym świadczy wspomniane wydawnictwo albumowe.

Okładka „Album pamiątkowy Powstańców Ziem Zachodnich R.P. 1918-1921”, nr 1, str. 30, Poznań 1937 r. oraz strona 30, na której w środku rolnik z Lasku – Jan Mager (w powiększeniu)
Jan Mager (oznaczony – 34) wśród członków Związku Weteranów Powstań Narodowych RP 1914-1919 Koło Wiry (1933-1938 r.): Werbliński Marian (02), Wawrzyniak Jan (04), Szyfter Antoni (05), Michałowski Nikodem (07), Brych (13), Latosi (14), Majchrzak Walenty (17), Ćwikliński Stanisław (18), Brych Józef (19), Ratajczak Stefan (22), Andziński Kazimierz (23), Mączyński Stanisław (28), Pytlak Andrzej (31), Cegiołka Józef (36), Bogacki (38), Tórz Władysław (39), Zgrzeba Adam (40), Kowalewski Stanisław (42), Kaczmarek Kazimierz (43), Spychała Józef (44)

Rodzina

Jan Mager ożenił się 7 lutego 1889 roku z panną (dienstmädchen) Marianną Jarzębowską urodzoną 8 sierpnia 1865 r. w Miękowie koło Owińsk[16]. Rodzicami Marianny byli gospodarz (Wirth) Wojciech Jarzębowski i Zofia z d. Kosmowska.[17] Żona Jana – Marianna z d. Jarzębowska też była nieprzeciętną postacią, wyróżniającą się działalnością publiczną. Przedstawimy ją szerzej w osobnym biogramie. Fot.   18;   12; Małżonkowie Jan i Marianna Magerowie mieli 11 dzieci: Najstarszy syn Stanisław Andrzej (1889-1915)[18] zginął podczas I wojny światowej, jako żołnierz armii pruskiej. Służył w 47. Pułku Piechoty. Podczas walk na froncie zachodnim 16.02.1915 r. został ciężko ranny. Zmarł 10.03.1915 r. w lazarecie w Neunkirchen (Saarbrücken) w wieku 25 lat. Ignacy Jan (1891-1891) żył niespełna rok[19]; Pelagia (1892-1892) żyła miesiąc[20]; Helena Kazimiera (1893-?)[21] po mężu Błoszyk; Jan (1895-1952)[22]; Stefan (1896[23]-1917)[24] podobnie jak Stanisław zginął na I wojnie 29.03.1917 r. w okopie na froncie wschodnim – na Górze Łysonia koło Brzeżan (pod Lwowem)[25]. Wszyscy powyżej urodzeni na Świerczewie. Następnie Adam (1898[26]-1899[27]) urodzony na Dębcu, żył 2 miesiące. Kolejne dzieci rodziły się już w Lasku: Weronika (1900-1983)[28] wyszła w 1927 r. za mąż za Stanisława Kaczmarka – przejęli po rodzicach gospodarstwo w Lasku[29]; Józef (1902[30]-1955)[31]; Czesław (1905[32]-1945); Edward (1907[33]-1975[34])[35]. Dzieci Jana i Marianny Magerów wychowywane były w kulcie pracy, głębokiego patriotyzmu i służbie dla dobra wspólnego (publicznego). Wszyscy wykształceni.   Fot.   10;

Rodzina Jana i Marianny Magerów mieszkała najpierw na Świerczewie przy dzisiejszej ul. Opolskiej 14 (naprzeciw przejazdu kolejowego), skąd na przełomie wieków przenieśli się do Lasku na ul. Sobieskiego 24 (obecnie adres: ul. Sobieskiego 52), gdzie zakupili około15-hektarowe gospodarstwo[36] sąsiadujące z lewej z Niemcem Otto Rölingiem (karczmarzem), a z prawej z Szczepanem Aniołą (powstańcem). W 1936 roku zięć – Stanisław Kaczmarek w miejsce starego domu wybudował nowy.[37] Nowy dom córki Jana – Weroniki i jej męża Stanisława Kaczmarków w 1939 roku były łakomym kąskiem dla okupanta, dlatego rodzinę Kaczmarków szybko wysiedlono do Generalnej Guberni – wsi Syczyn, w województwie lubelskim, powiat chełmski, gmina Wierzbica, a gospodarstwo w Lasku przejęli Niemcy.

Dziś tego domu Kaczmarków również nie ma, a na ich miejscu znajduje się kolejny budynek w którym mieszka prawnuczka Jana – Danuta Markowicz-Rychlewska z rodziną.

Jan Mager zmarł w wieku 75 lat – 2 grudnia 1939 r., został pochowany na cmentarzu w Wirach, u boku żony Marianny.

Jan Mager na swoim gospodarstwie w Lasku
Jan Mager w towarzystwie synów podąża za trumną żony Marianny, która zmarła mając 70 lat w 1935 roku

– Na podstawie: „Album pamiątkowy Powstańców Ziem Zachodnich R.P. 1918-1921”, nr 1, str. 30, Poznań 1937 r.; „Luboń i okolice – dzieje osadnictwa i dziewięciu parafii” Stanisław Malepszak, Luboń 2005, „Forum Lubońskie”; „200 lat oświaty w Luboniu”, Stanisław Malepszak Piotr. P. Ruszkowski, Luboń 2008, „Forum Lubońskie”. Opracowania Jerzego Magera (wnuka Jana, syna Józefa) autora wspomnień o Mariannie Jarzębowskiej; Informacji Heleny Bąk – (prawnuczki Jana, po Weronice Kaczmarek i Stanisławie Sapor)

Piotr Ruszkowski – RHML (2024)


[1] W akcie ślubu z 1889 roku zapisano: cieśla (Zimmermann) Jan Mager.

[2] Walenty ojciec – zagrodnik – występuje na akcie ślubu Jana z 1889 r., zaś na akcie ślubu starszej siostry Magdaleny po mężu Rausch – Walenty występuje jako gospodarz (Wirth)

[3] Archiwum Państwowe w Poznaniu (APP) – akt małżeństwa 1889 r. sygnatura: 1921/3/47, skan 8.

[4] APP – akt małżeństwa 1884 r. sygnatura: 1927/3/48, skan 21. Mąż Jakub Rausch (1863-1942) urodzony i mieszkający na Jerzycach. Magdalena urodzona na Jeżycach mieszkająca na Gółwnie.

[5] Andrzej Mager z zawodu cieśla (Zimmerman) urodzony na Jeżycach, ożenił się w 1895 r. z Apolonią Pleszewską (1874-?) mieszkanką Wildy [APP – akt małżeństwa 1895 r. sygnatura: 4818/3/2, skan 17].

[6] APP – akt małżeństwa 1895 r. sygnatura: 1927/3/104, skan 61. Mąż Ludwik Mankiewicz (1869- przed 1906) urodzony i mieszkający też na Jeżycach. Katarzyna urodzona w Poznaniu zamieszkała na Głownie.

[7] APP – akt małżeństwa 1906 r. sygnatura: 5542/3/30, skan 31. Mąż Jan Tomkowiak (1877- ?) gospodarz mieszkający na Ławicy.

[8] „Bambrzy – Mieszkańcy dawnych wsi miasta Poznania” 1998, s. 58.

[9]  „Bambrzy – Mieszkańcy dawnych wsi miasta Poznania” 1998, s. 59.

[10] Ostatni wpis w księdze protokołów Kółka Rolniczego w Wirach jest z 23.02.1908 r. z jego podpisem.

[11] Najobszerniejszy biogram ks. Karola Seichtera patrz: http://forum-lubonskie.pl/ksiadz-karol-seichter/

[12] „Książka protokularna Kółka Rólniczego na Parafią Wirowską” [https://repozytorium.lubon.pl/dlibra/publication/14/edition/13/content; dostęp 25.04.2024]

[13] Szczegóły dotyczące szkół w Lasku patrz: „200 lat oświaty w Luboniu”, s. 71-132.

[14] Na poniższym zdjęciu brakuje jednej osoby.

[15] Porównaj „Rocznik Historyczny Lubonia” tom 7, s. 336.

[16] Miękowo – wieś w powiecie poznańskim, gminie Czerwonak. Marianna zmarła 10.12.1935 r. w Lasku przeżywszy 70 lat. Pochowana na parafialnym cmentarzu w Wirach.

[17] APP – akt małżeństwa 1889 r. sygnatura: 1921/3/47, skan 8.

[18] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/185, skan 328. „Spis poległych z wojny światowej” – rękopis – wykaz 31 osób z parafii Wiry. Stanisław Mager pozycja 17; urodzony 10 listopada 1889 r na Świerczewie. Dodatkowe informacje tam zamieszczone: data zgonu: 10 marca 1915 r z dopiskiem: na froncie francuskim; stopień wojskowy – starszy szeregowiec, 1. kompania Infanterie-Regiment 47; parafian; urzędowo poświadczone.

[19] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/52, skan 29; akt zgonu – sygnatura: 1979/4/54, skan 126.

[20] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/55, skan 42; akt zgonu – sygnatura: 1979/4/57, skan 16.

[21] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/58, skan 56.

[22] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/64, skan112; AP w Lesznie – akt małżeństwa – sygnatura: 424/2.1/310, skan 74. Ożenił się w 1923 r. z Pelagią Gałecką z Nielęgowa (3 dzieci)

[23] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/67, skan 241.

[24] „Spis poległych z wojny światowej” – rękopis – wykaz 31 osób z parafii Wiry. Stefan Magier pozycja 18; urodzony 24 listopada 1896 r. na Świerczewie. Dodatkowe informacje tam zamieszczone: data zgonu: 29 marca 1917 r. z dopiskiem front rosyjski; stopień wojskowy – szeregowiec 10. kompania rezerwowa Infanterie-Regiment 46; parafian; urzędowo poświadczone.

[25] Informacje z: I. Szczepaniak „Dzieje…” s. 166.

[26] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/73, skan 228. Urodzony w Dębcu.

[27] APP – akt zgonu – sygnatura: 1979/4/78, skan 19.

[28] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/128, skan 13. Urodzona w Lasku.

[29] Stanisław Kaczmarek (ur. 18.09.1897 r. w Kijewie) Mieli dzieci: Pelagię (1928-?), Stanisławę (1930) po mężu Sapor, Teresę Kazimierę (1933-1942), Czesławę (1938). Księga meldunkowa APP 53/4423/0/5/173, str. 253. W okresie II wojny światowej rodzina Kaczmarków została wysiedlona.

[30] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/170, skan 52. Urodzony w Lasku.

[31] Nauczyciel ożenił się z Pelagią Duszyńską.

[32] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/185, skan 213.

[33] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/199, skan 315.

[34] Pochowany na cmentarzu w Wirach.

[35] Biogram w tymże RHL na str. xx.

[36] I. Szczepaniak „Dzieje…” s. 101.

[37] Pozwolenie na budowę nr 32/3/36 ze stycznia 1936 r. Projektant i kierownik budowy Franciszek Reszelski z Żabikowa.




Mager Marianna z d. Jarzębowska(1865-1935)


W 120. rocznicę Wiecu Kobiet Wielkopolskich – wspomnienie laskowianki w zbliżającą się 160. rocznicę jej urodzin i 90. rocznicę śmierci

Jedyne zachowane studyjne zdjęcie Marianny Jarzębowskiej po mężu Mager jako młodej kobiety przy „papierach”   fot. Z. Szymkowiak Poznań

Marianna Jarzębowska, po mężu Mager urodziła się 8 sierpnia 1865 r. we wsi Miękowo koło Owińsk[1]. Jej rodzicami byli: gospodarz (Wirth) z Miękowa – Wojciech Jarzębowski i Zofia z d. Kosmowska[2].

Rodzeństwo Marianny to m.in. starsi bracia: Stanisław (1848-?)[3]; Franciszek (1850[4]-?); Jan (1853-1862); Szymon (1856-1857); Ignacy (1859[5]-?)[6]; Józef (1861[7]-?)[8]. Wszystkie dzieci były chrzczone w kościele parafialnym w Owińskach. Można domniemywać, że po śmierci męża Wojciecha, owdowiała Zofia Jarzębowska sprzedała gospodarstwo w Miękowie i zamieszkała przy rodzinie.

Marianna Jarzębowska wyszła za mąż 7 lutego 1889 roku za Jana Magera (1864-1939)[9]. Małżonkowie Jan i Marianna Magerowie mieli 11 dzieci: Najstarszy syn Stanisław Andrzej (1889-1915)[10] zginął podczas I wojny światowej, jako żołnierz armii pruskiej. Służył w 47. Pułku Piechoty. Podczas walk na froncie zachodnim 16.02.1915 r. został ciężko ranny. Zmarł 10.03.1915 r. w lazarecie w Neunkirchen (Saarbrücken) w wieku 25 lat. Ignacy Jan (1891-1891) żył niespełna rok[11]; Pelagia (1892-1892) żyła miesiąc[12]; Helena Kazimiera (1893-?)[13] po mężu Błoszyk; Jan (1895[14]-1952)[15]; Stefan (1896[16]-1917)[17] podobnie jak Stanisław zginął na I wojnie 29.03.1917 r. w okopie na froncie wschodnim – na Górze Łysonia koło Brzeżan (pod Lwowem)[18]. Wszyscy powyżej urodzeni na Świerczewie. Następnie Adam (1898[19]-1899[20]) urodzony na Dębcu, żył 2 miesiące. Kolejne dzieci rodziły się już w Lasku: Weronika (1900-1983)[21] wyszła w 1927 r. za mąż za Stanisława Kaczmarka – przejęli po rodzicach gospodarstwo w Lasku[22]; Józef (1902[23]-1955)[24]; Czesław (1905[25]1945); Edward (1907[26]-1975[27])[28]. Dzieci Jana i Marianny Magerów wychowywane były w kulcie pracy, głębokiego patriotyzmu i służbie dla dobra wspólnego (publicznego). Wszyscy wykształceni.

Rodzina Jana i Marianny Magerów mieszkała najpierw na Świerczewie, przy dzisiejszej ul. Opolskiej 14 (naprzeciw przejazdu kolejowego), skąd na przełomie wieków przenieśli się do Lasku na ul. Sobieskiego 24 (obecnie adres: ul. Sobieskiego 52), gdzie zakupili około15-hektarowe gospodarstwo[29].

Marianna Mager jak na chłopkę była nieprzeciętną kobietą, o czym świadczyć będzie jej odwaga, wrodzona inteligencja czy umiejętność wysławiania się. Cechy te Marianna, której los poskąpił formalnego wykształcenia, ujawnia, gdy jako prosta włościanka z Lasku walczy publicznie z pruskim zaborcą o język polski w szkole, religię i prawa Polaków – wartości tak potrzebne dla przetrwania w czasie niemieckiego zaboru i prowadzonej polityki Kulturkampfu[30].

Temperament i troska o religijne oraz patriotyczne wychowanie dzieci skłoniły ją do wstąpienia do powstałego w 1894 r. w Poznaniu Towarzystwa Wzajemnego Pouczania się i Opieki nad Dziećmi „Warta”, którego celem była obrona języka polskiego i kultury narodowej przed zagrożeniem niemieckim. Towarzystwo prowadziło oficjalnie m.in.: przedszkola; szerzyło wiedzę pedagogiczną wśród matek; organizowało uroczystości i zabawy; uczyło zasad oszczędnego gospodarowania. Poza tym prowadziło wypożyczalnie książek polskich i popierało domowe nauczanie. Propolskie działania „Warty” wywoływały u władz pruskich reakcje w postaci nakładania kar pieniężnych, a także aresztowania nauczycielek. Przeciw takim posunięciom „Warta” zorganizowała w marcu 1899 r. w Poznaniu wiec protestacyjny, na który przybyło kilkaset kobiet.

Wiec kobiet – marzec 1899 r.

Poznańska prasa podawała wówczas, że kobiety wiejskie pod przewodnictwem Walerii Ewald, Marianny Mager i Agnieszki Urban przybyły w uroczystych procesjach z okolicznych wsi, aby domagać się uwolnienia więzionych nauczycielek i prowadzenia nauczania w języku ojczystym. Władze pruskie były bezsilne, nie chciały prowokować zamieszek, aresztując kobiety często z małymi dziećmi na ręku lub ciężarne.

Drugi wiec – maj 1900 r.

Jeszcze liczniejszy był udział Polek w wiecu organizowanym w maju 1900 roku. Stowarzyszenie opublikowało najpierw w kilku gazetach poznańskich odezwę o następującej treści (pisownia oryginalna):

Odezwa!

Celem wspólnej narady nad środkami najskuteczniejszej obrony dzieci naszych, usuwanych od nauki języka polskiego, a przede wszystkiem od nauki religii w języku ojczystym, wzywamy wszystkie Polki z całej dzielnicy naszej na wiec kobiet wielkopolskich, który odbędzie się w Poznaniu w dzień Wniebowstąpienia Pańskiego 24 maja rb. Godzinę i miejsce podamy później.

Porządek obrad:

1) Zagajenie.

2) Referaty.

3) Uchwały.

Msza św. na intencyą wieca odprawi się rano o godz. 9 w kościele farnym.

Odezwę oprócz Marianny Mager z Lasku podpisały z Górczyna: Jadwiga Bajerlein, Jadwiga Hossa, Katarzyna Kayserowa, Stanisława, Helena i Barbara Leitgebrowe, Maryanna Rauschowa; Z Dębca: Antoniowa Genslerowa, Kaźmierzowa Muthowa; z Jeżyc – Jeskowa. Warto tu zwrócić uwagę, że wśród podpisanych niemal wszystkie nazwiska to potomkowie przybyłych w pierwszej połowie XVIII wieku osadników z okolic Bambergu. katolików sprowadzonych przez władze Poznania mających zasiedlić opustoszałe wsie zniszczone na skutek wojny północnej i epidemii. Oto jeden z dowodów asymilacji tych przybyłych z dalekiej Bawarii rodzin w kulturę polską. O poświęceniu i determinacji Marianny Mager w narodową sprawę niech świadczą fakty. W maju 1900 r., gdy brała udział w kolejnym wiecu, była mężatką z 11-letnim stażem po siedmiu porodach, z pięciorgiem dzieci na wychowaniu (dwoje zmarło), najstarszy – Stanisław miał wówczas10 lat, najmłodsza Weronika nie miała jeszcze pół roku, urodziła ją 5 stycznia 1900 r.

Przebieg wiecu na którym przemawiała m.in. Marianna Magerowa, opisała gazeta „Postęp” w sobotę 26 maja 1900 r.[31]Wczorajszy wiec kobiet wielkopolskich na sali Lamberta[32] był wspaniałą manifestacją narodową, na rzecz uciśnionego i prześladowanego naszego języka ojczystego. Obszerna sala nie mogła pomieścić ani połowy uczestniczek przybyłych na wiec, kto się spóźnił, już nie mógł się dostać do nabitej sali. (…) Kobieta polska w pierwszym rzędzie dziś ma być nauczycielką i krzewicielką mowy polskiej, a kiedy im zakazują i na kary wskazują za to, że uczą prywatnie i bezpłatnie czytania i pisania polskiego, to słusznie czują się pokrzywdzone w swych najświętszych prawach i dają temu wyraz publicznego niezadowolenia i oburzenia. (…) Najwymowniejszą mówczynią była jednakże gospodarzowa Magier z Lasku, która tak wymownie malowała donośnym głosem i wyraziście stosunki szkolne na wsi i mitręgę, jaką rodzice mają stąd, że dziecko nie uczy się polskiego czytania i pisania. Obecny system szkolny wychowuje tylko zdziczałą młodzież obojga płci. W ogólności przemówienie tej dzielnej wieśniaczki w stroju wiejskim stojącej na mównicy czyniło niezwykłe wrażenie, gdy z taką swobodą, śmiałością i treściwie upominała się za nauką języka polskiego. To też co chwila za dosadniejszym zwrotem zrywały się formalne burze oklasków, gdy ta gospodarzowa przemawiała. Mimo woli nasuwa się myśl, że gdy język polski znalazł takie obronicielki, które publicznie za nim się ujmują, kiedy tego potrzeba, to wszelkie zakazy o jego wyniszczenie pójdą na marne. (…) W końcu postanowiono wydać petycyą do sejmu, którą zaraz na sali podpisywano, również przyjęto rezolucye. Cały przebieg wieca był poważny i czynił imponujące wrażenie, a wytrwanie przez blisko trzy godziny na sali szczelnie zapełnionej i pełnej tropikalnej gorączki dowodzi, jaką miłością są przejęte nasze kobiety do języka ojczystego. Dawniej kobiety nie byłyby tak licznie poszły na zebranie publiczne, a dziś nie tylko że przybywają, ale jeszcze prawią tak jak najwymowniejsi kaznodzieje. Na wiecu zauważono także bardzo wiele kobiet wiejskich.

Winiety gazet: „Postęp” i Dziennik Poznański” z 1904 roku, w których ukazywały się materiały prasowe z wieców z udziałem Marianny Mager z Lasku

W podobnym tonie relacjonował „Dziennik Poznański” (nr 119):

Bo oto rzecz u nas dotąd niebywała, na mównicy ukazała się czystej krwi włościanka, gospodyni Magerowa z Lasku pod Poznaniem, aby mówić o obowiązkach matki, zupełnie bez tremy i z pewnością siebie, jakby była na setkach wieców przemawiała, wystąpiła dzielna włościanka, aby publicznie zaprotestować przeciw twierdzeniom ministrów, jakoby lud nie odczuwał dziejących się mu krzywd. Trzymała prawie pół godziny na uwięzi uwagę słuchaczek, wywołując każdem słowem nastrój coraz podnioślejszy i gorętszy. Jędrny sposób przedstawiania rzeczy i różne cięte uwagi, np. o języku sztywniejącym dzieciom polskim przez opaczne uczenie ich niemczyzny, ogromnie się zebranym podobały, tak, że sala co chwila wybuchała radością przy akompaniamencie braw i oklasków. Mowę swoją zakończyła dzielna włościanka słusznem twierdzeniem, że Polki nie chcą od rządu niczego innego, jak tylko tego, żeby stosował się do zasady: „Co tobie niemiło, nie czyń drugiemu” Wiec zakończono jednogłośnie przyjętą rezolucją o powinnościach Matek-Polek względem religijnego i patriotycznego wychowania dzieci.

Trzeci wiec – październik 1904 r.

W cztery lata później 30 października 1904 r. miał miejsce kolejny III Wiec Kobiet Wielkopolskich w Poznaniu, na którym Marianna Magerowa wystąpiła z referatem w obronie polskiego stanu posiadania zatytułowanym „Swój do swego”.[33]

Wystąpienie Marianny Magerowej rozpoczyna się od przedstawienia zagrożenia ze strony pruskich władz zaborczych.

„Swój do swego” – oto hasło nasze, które powinno odbijać się bezustannie o uszy każdego Polaka i zaryć głęboko w sumieniu jego. Jesteśmy narodem podbitym i utraciliśmy wolność swoją polityczną, ale mamy w Traktatach Wiedeńskich zagwarantowane uroczyście przez monarchów pruskich, prawa równouprawnienia. Lecz niestety! przeciwnie się dzieje. Mężowie stojący u steru rządu wzięli sobie za zadanie, iż prawo przed siłą ustąpić musi. I w tych to swoich zapędach postępują już kilka lat; co rok to nowe prawa wyjątkowe tylko dla nas Polaków kując, chcąc nas przez to z powierzchni ziemi znieść, lecz my Polacy, jako naród, mamy przecież również racyją bytu…

Dalej wzywa, by solidarności uczyć się od innych nacji i pozbyć się nieufności czy podejrzliwości wobec polskich przedsiębiorców.

…Najprzód, jeżeli nie wiemy, jak postępować, to przypatrzmy się tylko obcym. Jak oni to jedni drugim życzą, jak to u swego kupują, jak swemu robotę oddają i w ogóle każdym sposobem starają się ludzi i pieniądze w swoją kieszeń naganiać. A my jak się zachowujemy? Założy Polak kupiec skład czy to łokciowy czy kolonialny lub w gałęzi przemysłu, jak my go mało popieramy; nie mamy do niego zaufania, ale bądźmy pewni, że on założył swój interes oparty na wiadomościach i doświadczeniach zdobytych w pierwszorzędnych składach i domach towarowych, a urządziłby go jeszcze lepiej, podług najnowszej mody, gdybyśmy go wszyscy jak jeden, popierali. Wielu idzie już za głosem sumienia: „Swój do swego” i sława im za to! ale dużo bardzo nie ocknęło się jeszcze z letargu nieżyczliwości i lgną duszą i ciałem do obcych, a co najgorzej postępują sobie ci, którzy kupują rzeczy święte u żydów lub ewangelików, jak: gromnice, kropielnice, obrazy św., różańce, książki do nabożeństwa; mówią – dostanę taniej…

Radzi, jak pozyskiwać klientelę, zwiększając asortyment towarów i zwiększonym wysiłkiem, energią sprostać obcej konkurencji.

…Tłumaczy się niejedna z pań, z gospodyń albo kobiet wiejskich, iż nie może dobrać u swego fartucha albo chustki. Jedno – za drogie, drugie – nieodpowiednie wzory, trzecie – ciasne, więc musi iść do żyda. Panowie kupcy, weźcie sobie pod rozwagę, sprowadźcie ten towar, co go obcy ma, a będziecie w możności zadowolić nasze niewiasty temi deseniami, co im w głowie krążą, bardziej jak w jakiej fabryce, a zobaczycie, że niejedne dziesiątki marek zatrzymacie tygodniowo w swej kieszeni, przede wszystkiem od naszych gospodyń z okolicy. Trzeba nam wiedzieć, iż wiele z nich już u naszych, swe zakupna załatwia, ale musimy się starać je wszystkie pozyskać…

Marianna z Lasku przestrzega też przed rozrzutnością, życiem ponad stan, co prowadzi do zadłużania się i wywołuje niezgodę w rodzinie.

…Co do kupowania, to na tym punkcie muszę zalecić jak największą oszczędność, bo trzeba nam wiedzieć, iż nasze niewiasty są bardzo rozrzutne. Idźmy tylko na Śląsk lub na zachód, przypatrzmy się gospodyni, co ma 200 lub więcej mórg ziemi, jak ona wygląda w swym stroju, nie różni się niczem od żony rzemieślnika wiejskiego. Ale za to jej majątek przyrasta, a tu przeciwnie; komu szczęście posłużyło, ten się sadzi nad stan, a komu nie, ten długi zaciąga, byle bogatemu dorównać, byle się pokazać! Żyjemy w tak ciężkich czasach, a nasza niewiasta skoro zobaczy nową sztukę materyi[34] w oknie, dalejże z niej na spódnik[35] kupować, choć za ostatni grosz, bo ładny będzie, nikt jeszcze takiego nie ma, choć mi niepotrzebny, ale ja już się przed mężem wykręcę i to jakoś pokryję; kiedy może mieć tamta, to ja też nie gorsza. A mąż biedak nadciąga swego dochodu na wszystkie boki, żeby koniec z końcem jakoś związać, ale jak to tej sztuki dokazać, kiedy żona wciąż głowę suszy, a czasami jeszcze para córek pomaga. Co robi taki mąż lub gospodarz? Co mówi na taką gospodarkę? Oto panuje codziennie kłótnia, niezgoda w domu, a jak mu się naprzykrzy, wynosi się, – naturalnie – wtenczas do knajpy i przepija swoją cząstkę, która niby jego była…

Prelegentka kieruje swe uwagi także do ziemian i chłopów, by maszyny rolnicze kupowali u rodzimych, polskich producentów.

…Zajrzyjmy też do dworów na wsi, skąd ich maszyny i narzędzia rolnicze? Nie u wszystkich, ale u wielu można czytać obce firmy na maszynach i na różnych sprzętach gospodarskich; czy to nie mamy swoich fabryk? Wejdźmy teraz pomiędzy mniejszych gospodarzy; nie mogę tego zarzucić wszystkim, ale jest wielu takich zacofanych, którzy nie zważają na straty naszego przemysłu. Gdy agent do wsi przyjdzie, pół dnia i jeszcze całą noc do siebie z gospodarzem przepijając, zapisują: maneże, młockarnie, drylowniki, sieczkarnie, kosiarki, wialnie, słowem wszystko, co potrzebują, a skąd? Z Gessen, Liegnitz, Lesser i jak się tam wszystko nazywa. A przecież w naszej fabryce, za te same ceny i pod temi samymi warunkami, tej łaski dostanie, a gdy się jaka część popsuje, dalej trzeba ją aż na miejsce posyłać i całe tygodnie na nią czekać, bo oni się spieszyć nie będą, skoro pieniądze w kieszeni mają…

Wyrzuca rodzimym kupcom lekceważenie i brak szacunku wobec klientek, z tej tylko racji, że pochodzą ze wsi.

…Narzekamy, że nas germanizują, nieprawda, w takim razie my się sami germanizujemy. W wielu przypadkach ma też i publiczność słuszność, iż na kupiectwo polskie narzeka. Bo nie mogą kupcy żądać, abyśmy opłacali patryotyzm, kieszenią. Nie zawsze i nie wszyscy starają się jak powinni publiczność obsłużyć, nie mam na myśli honorów i słodkich słówek żydowskich, ale pozostaje mi na niejedno zwrócić uwagę. Przypatrzyłam się temu wiele razy, mnie się to samej zdarzyło. Gdy wnijdzie gospodyni wiejska do składu lub też niewiasta z miasta, najprzód bywa zmierzoną wzrokiem od stóp do głowy. Dość razy pryncypała nie ma w handlu, subjekt skinie na ucznia, ażeby wyekspedyował przybyłą, bo jemu się nie chce fatygować dla wiejskiej kobiety…

Doceniając wiodącą na polskiej wsi rolę ziemiaństwa, Marianna czyni wyrzuty tym, którzy zaniedbują swoje majątki i odsprzedają je pruskim komisjom kolonizacyjnym.

…Mamy na szczęście w wielu panach naszych prawdziwych ojców wiejskiego ludu, ojców, którzy starają się lud oświecać i pouczać, czują zarówno, co go boli, pragną mu osłodzić gorzkie chwile życia; cześć im, sława, za to; ażeby było takich coraz więcej! Lecz mamy i takich, co zaprzepaścili ojcowiznę, są na krawędzi jej zaprzepaszczenia, a nasz robotnik szuka chleba u obcych. A gdy już się ojcowizny pozbyli, czem się stają? Ostatnimi zdrajcami, to jest pokątnymi agentami komisji kolonizacyjnej; faktor[36] z polskiem nazwiskiem łatwiej wieś dla komisyi wyłudzi, a sprzedawczyk też mu rad, bo może się wykłamać, że myślał, iż ojcowiznę rodakowi sprzedaje. Oh! Szanowne Wiecowniczki, jaka to nikczemna, taka frymarka[37]!…”

Stanowczo piętnuje wyjazdy bogatszych sfer do zagranicznych kurortów i szastanie tam pieniędzmi, które można by obrócić na pożyteczne cele, tu w kraju.

…Na mój prosty rozum, ile by to ziemi za te pieniądze mogło być uratowane lub zatrzymane! Niejeden wielki majątek mógłby się znajdować w korzystnem położeniu, gdyby nie zbytnia rozrzutność i dogadzanie sobie. Z jakiemi to ogromnemi sumami opuszcza mąż żonę, młodzieniec dom rodzicielski, udając się niby dla poratowania zdrowia, na Zachód. A gdzie? Do Monte Carlo, do Monaco. Choć oni tam nie wszyscy od nas, ale zawsze – Polacy, to bardzo smutne, bo choć z innych dzielnic Polski, ale to nasi Rodacy, nasza polska krew. Potraciwszy majątki, przywożą do domu, nie zdrowie, ale śmierć w zanadrzu. Niech więc szanowni panowie i panie kontentują się teraz naszem polskiem niebem, niech nie uciekają pod włoskie przyjemniejsze, boć kiedyśmy gospodarze i robotnicy na wsi pracujący z dziećmi od 4 rana do 10 wieczorem, nieraz przy 30 stopniach ciepła, nie upiekli się, to i państwo w parku, też będą mogli wytrzymać, a za te oszczędności, można by niejedno ulepszyć i dolę robotnika wiejskiego złagodzić…

Marianna Mager ostrzega jeszcze przed zagrożeniem dla egzystencji polskiego narodu.

…Stała Ojczyzna nasza niegdyś u szczytu potęgi i była prawdziwem przedmurzem chrześcijaństwa, zasłaniającym Europę od zalewów pogańskich, lecz upadła, bo niezgoda i swary domowe, brak bratniej miłości były onym nożem, krającym Ojczyznę naszą na trzy części, a my dziś pokutujemy, za winy przodków naszych. Pamiętajmy jednak, że upaść może naród wielki, ale zginąć tylko naród nikczemny. Bóg miłosierny tyle nam zsyła hartu ducha, iż już wrogowie nasi się dziwią, skąd nam go staje…

Podkreśla rolę oświaty i potrzebę jej szerzenia, pracy organicznej i jej znaczenie także dla zachowania spoistości rodziny.

… Więc żądam tu z tego miejsca więcej uszanowania dla stanu wieśniaczego, niech nas nie łączy moda lub strój, lecz cnotą, oświatą, duchem się łączmy. Starajmy się, tak po wsiach jak w mieście, naszym paniom, które pragnąć nam ulżyć w wychowaniu dzieci, zakładają ochronki lub domy pomocy, odwdzięczyć się, jak największem zaufaniem. Nie możemy wprawdzie wszyscy z tych instytucyi korzystać, bo nie mamy pomiędzy sobą tych szlachetnych opiekunów, lecz pomimo to, dążmy do oświaty, do czytania gazet i książek pożytecznych, starajmy się utrzymać mężów, synów i córki w domu, starajmy się wzbudzić w nich miłość do swej ojczyzny lub do wioski, w której się rodzili, a może tym sposobem niejednego lub niejedną uda nam się odwieść od wychodźstwa w strony obce, czysto protestanckie…

Kończy swe wystąpienie, wyrażając głębokie wewnętrzne przekonanie o wartości polskich tradycji i pewności posiadania swego miejsca na ziemi.

…Co na Zachodzie? Jadą na zachód, dają się wyzyskiwać na różne sposoby agentom, którzy im obiecują złote góry, a nasi, jedni radzi, aby się wydobyć  spod oka rodzicielskiego, drudzy, aby jak najprędzej najeść się tej zachodniej kultury, zaniedbują nasze stare zwyczaje, które my tu tak szanujemy. Tam nie masz ani wody święconej, ani gromnicy, aby cię w ostatnią godzinę śmierci mogli obecni, jeżeli tam masz swoich przy sobie, pokropić lub ci zaświecić; nie usłyszysz z wiejskiego kościółka dzwonka wzywającego na Anioł Pański. Po cóż nam wychodzić w świat za chlebem? Tu nasze miejsce. Komisja kolonizacyjna napełnia je landsmannami[38] z całego świata zebranymi. Przypatrzmy się ich cywilizacyi i stosunkom majątkowym, jak oni do nas wyglądają? Nie my od nich, lecz oni od nas kultury się uczyć muszą – więc nie wychodźmy na obczyznę, szanujmy nasze zagony i zagrody, i święty podwórzec domowy… Wystąpienie „lubonianki” zakończyły długotrwałe oklaski.

Po tej lekturze pozwólmy sobie na krótką refleksję. Jakże aktualnym dziś może być tekst wygłoszony przed 120 laty, gdy Polska była pod zaborami i nic jeszcze nie wskazywało na I wojnę światową, po której oraz po powstaniu wielkopolskim w 1918 r. odzyskaliśmy niepodległość. Przypomnijmy lokalną historię. Opisywany tu początek XX wieku to dla dzisiejszego miasta Luboń okres uruchomienia w 1904 roku przez zaborcę dwóch fabryk: Drożdżowni (Sinnera) i Przetworów Ziemniaczanych (Koehlmana) oraz początek budowy Kolonii Żabikowo – osiedla dla robotników niemieckich (protestantów) jako przykład planowania urbanistycznego w służbie polityki kolonizacji.[39]

Jeśli obecni na zgromadzeniu obserwatorzy i dziennikarze spodziewali się, sądząc po tytule referatu: „Swój do swego” rutynowego nawoływania do bojkotu niemieckich bądź żydowskich instytucji handlowych, to wystąpienie Marianny Magerowej musiało ich pozytywnie zaskoczyć? Przemowę swoją kierowała właśnie do rodaków i to ze wszystkich warstw społecznych: do bogatych; tych, co jadą za chlebem; do ziemian; chłopów i ich żon. Wnikliwie, jakby była socjologiem, opisywała położenie Polaków poddawanych już ponad 100-letniej pruskiej dominacji. Nie brakowało też w tym referacie gorzkich słów krytyki i mogły być one z rezerwą przyjęte przez niejedną z uczestniczek wiecu. Prasa poznańska przyjęła wówczas wystąpienie Marianny Mager z Lasku z niekłamanym uznaniem. Oto jedna z ówczesnych recenzji prasowych[40]:

„Swój do swego! Na ten temat wypisano u nas bardzo wiele atramentu, zadrukowano wiele papieru i wylano potoki mniej lub więcej wymownych słów, ale nie czytaliśmy i nie słyszeliśmy lepszej, wymowniejszej dysertacyi od tej, którą wygłosiła p. Maryanna Magierowa na wiecu kobiet w Poznaniu. Mądrość swą czerpie ona nie z książek, lecz z księgi życia. Z plastyką Chryzostoma Paska uchwyciła i odmalowała prawdę na gorącym uczynku i dlatego proste jej słowa tak dobitnie przemawiają do czytelnika. Niezawodnie czytelniczki nasze będą nam wdzięczne, że podaliśmy to przemówienie w dosłownym brzmieniu. Radzilibyśmy odczytywać je na zebraniach kobiecych oraz przyciągać na nie kobiety ze stanu włościańskiego, zanim wiece kobiece rozpowszechnią się u nas.

Wiec zakończono przyjęciem rezolucji:

Walka przeciw żywiołowi polskiemu pod zaborem pruskim stała się tak niesłychanie potężną i silną, iż nie wystarcza nam urzędowa obrona narodowych interesów przez naszych posłów w Berlinie, ale jest rzeczą konieczną, aby i kobiety polskie stanęły na szańcach obrony narodowej i poparły usiłowania celem ochrony wiary i języka naszego. Obrona taka prowadzona być musi w domu polskim, gdzie kobieta Polka jest powołaną do tego, aby bronić świętości, czystości oraz narodowych cech ogniska domowego.

Z tych powodów, uznaje III-ci Wiec Kobiet Wielkopolskich, na dzień 30 października 1904 jako święte obowiązki narodowe:

1. Starać się usilnie o oświatę matek – wychowywać dzieci i młodzież w zasadach wiary i uczuciach narodowych.

2. Podwoić czujność naszą, aby każde polskie dziecko, odebrało religijne i moralne wychowanie – aby umiało czytać i pisać w ojczystym języku i znało dzieje swojego narodu.

3. Starać się o podniesienie wartości pracy kobiet, przez odpowiednie wykształcenie zawodowe, ogólną oświatę i zakładanie stosownych towarzystw. Popierać handel i przemysł polski, kierując się hasłem: „Swój do swego!”.

4. Energicznie zwalczać karciarstwo i używanie alkoholu, zważając, iż nałogi te są przyczyną najwięcej demoralizującą nasze społeczeństwo.

5. W sprawach obowiązujących nas moralnie a wynikających z nadużyć nauczycieli naszych dzieci lub innych władz administracyjnych, zapewnić kobietom niezamożnym bezpłatną obronę prawną.

6. Zaprowadzić w swoim domu „skarbonę polską”, w której składać będziemy drobne oszczędności na cele polskie.

Atmosfera towarzysząca wiecom wielkopolskim wywierała oczywisty wpływ na nastroje społeczne w Wielkopolsce, toteż nie dziwi, że dochodziło do strajków dzieci w szkołach, bo przy takich emocjach wywołanych ówczesną polityką antypolską jakieś przesilenie było nieuniknione.   

Okładka książki wydanej z okazji III Wiecu Kobiet Wielkopolskich z 30 października 1904 r. nakładem Komitetu wiecowego, czcionkami „Pracy” Drukarni nakładowej Sp. z o. p.

 Kolejne wiece – 1908 i 1912

W latach 1908 i 1912 miały miejsce jeszcze dwa wiece kobiet wielkopolskich, lecz brak jest doniesień, czy gospodyni Magerowa z Lasku brała w nich czynny udział. Prawdopodobnie powodem wstrzemięźliwości od dalszych publicznych wystąpień było całkowite poświęcenie się rodzinie i wychowywanie ośmiorga dzieci w tym trzech najmłodszych synów, którzy przyszli na świat między 1902 a 1907 rokiem. Ostatniego – Edwarda[41] Marianna Mager rodziła, mając 42 lata w 1907 roku.

Marianna Mager z domu Jastrzębowska zasnęła w Bogu 10 grudnia 1935 roku[42], przeżywszy 70 pracowitych lat, wypełnionych służbą rodzinie i społeczeństwu. W rodzinnych zbiorach zachował się krótki fotoreportaż z pogrzebu Marianny Mager, który odbywał się w grudniu 1935 roku, a który poniżej publikujemy w całości.

Synowie na barkach wnoszą do kościoła w Wirach trumnę matki – Marianny Mager
Zdjęcia z wnętrza kościoła pw. św. Floriana w Wirach z 1935 r. – mszy pogrzebowej za Mariannę Mager
Kondukt pogrzebowy Marianny Mager. Trumna wieziona na rodzinnej bryczce, za którą mąż Jan w towarzystwie synów, rodzina, sąsiedzi z Lasku i znajomi

– Na podstawie źródeł: Dionizja Wawrzykowska-Wierciochowa. Kobiety wielkopolskie w działalności narodowej; społecznej i wyzwoleńczej (1788-1919). Poznań; Odezwa przed II Wiecem Kobiet Wielkopolskich „Postęp” 18.05.1900 r., nr 113 [ http://www.wbc.poznan.pl]; Relacja z II Wiecu Kobiet Wielkopolskich „Postęp” 26.05.1900, nr 119 [http://www.wbc.poznan.pl]; Relacja z II wiecu kobiet wielkopolskich „Dziennik Poznański” 26.05.1900 r., nr 119 [https://www.wbc.poznan.pl]; Relacja z III Wiecu Kobiet Wielkopolskich „Przyjaciel Ludu” 03.11.1904 r., nr 252 [https://www.wbc.poznan.pl]; „O wystąpieniu Marianny Magerowej na III wiecu, Praca: Tygodnik Polityczny i Literacki, ilustrowany. 20.11.1904 r., nr 47 [http://www.wbc.poznan.pl[; „Obwieszczenie o III Wiecu Kobiet Wielkopolskich,  Praca. 30.10.1904 r., nr 44 [http://www.wbc.poznan.pl]; „Ill-ci Wiec Kobiet Wielkopolskich” Poznań 1904 [https://www.wbc.poznan.pl]; Informacji i materiałów dostarczonych przez Helenę Bąk – prawnuczkę Marianny Mager.

Jerzy Mager – wnuk

Piotr Ruszkowski – RHML (2024)


[1] Miękowo – wieś w powiecie poznańskim, w gminie Czerwonak. W przeszłości należała do klasztoru Cysterek w Owińskach, leży na wschód od szosy 196 – Poznań-Wągrowiec. W 1899 r. wieś należała do majątku Owińska wraz z folwarkiem Annowo (Annahof), leśniczówką Annaberg oraz (Henrichsfeld) o łącznej powierzchni 2 590 ha; własność Otto Sigismunda von Treskow z Nieszawy koło Długiej Gośliny.

[2] Wojciech Jarzębowski i Zofia z d. Kosmowska wzięli ślub w 1844 r. w kościele pw. św. Józefa w Kicinie. Jerzy Mager (powołując się na książkę Izabelli Szczepaniak „Dzieje Ziemi Lubońskiej”) podaje, że bohaterka niniejszego biogramu – Marianna Mager pochodziła po kądzieli ze zubożonej szlachty Kosmowskich. Dane nieudokumentowane.

[3] Stanisław Jarzębowski ożenił się w 1878 r. z 24-letnią Apolonią Korcz ze Starołęki. [APP sygnatura: 1927/3/16, skan 7].

[4] APP, sygnatura: 3438/1/69, skan 6.

[5] APP, sygnatura: 3438/1/96, skan 4.

[6] Ignacy Jarzębowski ożenił się w 1880 r. z 25-letnią Salomeą Kosiak z Gniezna. [APP sygnatura: 1853/3/21, skan 86]. Mieszkał w Kłecku.

[7] APP, sygnatura: 3438/1/105, skan 5.

[8] Józef Jarzębowski ożenił się w 1884 r. z 22-letnią Jadwigą Olechowską z Krotoszyna. [APKalisz sygnatura: 709/3/32, skan 113]. Mieszkał w Krotoszynie.

[9] APP – akt małżeństwa 1889 r. sygnatura: 1921/3/47, skan 8. Biogram Jana Magera znajduje się w tymże roczniku na str. xx

[10] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/185, skan 328. „Spis poległych z wojny światowej” – rękopis – wykaz 31 osób z parafii Wiry. Stanisław Mager pozycja 17; urodzony 10 listopada 1889 r na Świerczewie. Dodatkowe informacje tam zamieszczone: data zgonu: 10 marca 1915 r z dopiskiem: na froncie francuskim; stopień wojskowy – starszy szeregowiec, 1. kompania Infanterie-Regiment 47; parafian; urzędowo poświadczone.

[11] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/52, skan 29; akt zgonu – sygnatura: 1979/4/54, skan 126.

[12] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/55, skan 42; akt zgonu – sygnatura: 1979/4/57, skan 16.

[13] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/58, skan 56.

[14] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/64, skan 112.

[15] APLeszno – akt małżeństwa – sygnatura: 424/2.1/310, skan 74. Jan Mager ożenił się w 1923 r. z Pelagią Gałecką z Nielęgowa (3 dzieci).

[16] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/67, skan 241.

[17] „Spis poległych z wojny światowej” – rękopis – wykaz 31 osób z parafii Wiry. Stefan Magier (zapis oryginalny) pozycja 18; urodzony 24 listopada 1896 r. na Świerczewie. Dodatkowe informacje tam zamieszczone: data zgonu: 29 marca 1917 r. z dopiskiem front rosyjski; stopień wojskowy – szeregowiec 10. kompania rezerwowa Infanterie-Regiment 46; parafian; urzędowo poświadczone.

[18] Informacje z: I. Szczepaniak „Dzieje…” s. 166.

[19] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/73, skan 228. Urodzony w Dębcu.

[20] APP – akt zgonu – sygnatura: 1979/4/78, skan 19.

[21] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/128, skan 13. Urodzona w Lasku.

[22] Stanisław Kaczmarek (ur. 18.09.1897 r. w Kijewie) Mieli dzieci: Pelagię (1928-?), Stanisławę (1930) po mężu Sapor, Teresę Kazimierę (1933-1942), Czesławę (1938). Księga meldunkowa APP 53/4423/0/5/173, str. 253. W okresie II wojny światowej rodzina Kaczmarków została wysiedlona do GG.

[23] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/170, skan 52. Urodzony w Lasku.

[24] Nauczyciel ożenił się z Pelagią Duszyńską.

[25] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/185, skan 213.

[26] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/199, skan 315.

[27] Pochowany na cmentarzu w Wirach.

[28] Biogram syna Edwarda Magera publikujemy w tymże RHL na str. xx.

[29] I. Szczepaniak „Dzieje…” s. 101.

[30] Kulturkampf = walka o kulturę – nazwa polityki i walki ideologicznej, prowadzonej m.in. w latach 1871-1878 z inicjatywy kanclerza Otto von Bismarcka oraz kręgów liberalnych, popierających jego rządy, przeciw opozycji katolickiej. Celem Kulturkampfu było zahamowanie wpływów papieskich i zachowanie „czystości” kultury niemieckiej; jednocześnie Kulturkampf przybrał formę walki o podporządkowanie państwu Kościoła katolickiego (majowe ustawy 1873-75); po wydaleniu 1871 jezuitów z Niemiec papież zerwał 1873 stosunki dyplomatyczne z Niemcami; silny opór całego obozu katolickiego, a zwłaszcza wzrost ruchu socjaldemokratycznego w Niemczech i podjęcie z nim walki, zmusiły Bismarcka do szukania dróg porozumienia z katolikami; nawiązano stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską, złagodzono ustawy majowe; utrzymano jednak m.in. świeckość szkół w Prusach i wpływ państwa na obsadę stanowisk kościelnych. Kulturkampf na ziemiach polskich pod panowaniem pruskim wyraził się w powiązaniu polityki antykościelnej z zaostrzeniem polityki germańskiej (głównie po 1878); w konsekwencji spowodował opór i zjednoczenie całej ludności polskiej w pokojowej walce z niemczyzną. [wg Encyklopedia PWN; https://encyklopedia.pwn.pl, dostęp 02.09.2024]

[31] „Postęp” – czasopismo Chrześcijańsko-Narodowego Stronnictwa Pracy, wydanie: Poznań rok XI, nr 119, 26.05.1990 r. [https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/269632/edition/222235/content; dostęp 29.08.2024].

[32] Obiekt wybudowany w 1884 r. przez browarnika Conrada Lamperta. Od 1921 r. Teatr Powszechny a następnie kino „Apollo”; pasaż pomiędzy ul. Ratajczaka 18 a ul. Piekary.

[33] Wiec opisuje książka pt. „III-ci Wiec Kobiet Wielkopolskich” [file:///C:/Users/p.ruszkowski/Downloads/WA248_92151_F-22-957_trzeci-wiec-kobiet_o.pdf; dostęp 02.09.2024] Referat M. Mager „Swój do swego”, str. 48-59.

[34] Materya – materiał – dzianina.

[35] Spódnik – spódniczka.

[36] Faktor – pośrednik, wg dzisiejszej nomenklatury – słup (człowiek o polskim obywatelstwie podstawiony dla dokonania transakcji dla obcokrajowca).

[37] Frymark – dawniej: handel zamienny lub czynienie przedmiotem handlu bądź targu czegoś, co nie powinno być źródłem zysku.

[38] Landsmann – osadnik, przybysz z obcego kraju.

[39] Patrz: Dorota Molińska – kwartalnik naukowy „Quart” nr 2-2021, str. 112-129 „Pierwsza i zarazem największa kolonia pracownicza w Marchii Wschodniej”.

[40] Tygodnik Polityczny i Literacki, ilustrowany 20.11.1904 r., R. 8, nr 47 [http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/edition/259466/content].

[41] Biogram Edwarda Magera znajduje się w tymże roczniku na str. xx

[42] Wg „Rejestr osób opuszczających gminę Lasek lata1932-1936” sygnatura: 53/4423/0/5/169, s. 27, poz. 630 [RHML – Lasek opuszczający (1932-1936)].




Chudzicka Magdalena – s. Adelinda (1884-1907)


W 140. rocznicę urodzin siostry ze Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety (elżbietanki)

Biogramy sióstr zakonnych opublikowane w tomie 6 Rocznika, spowodowały odzew, który skutkuje uzupełnieniem o kolejny biogram historycznej postaci z Luboniem związanej.

Magdalena Chudzicka – siostra Maria Adelinda pochodziła ze znamienitego lubońskiego rodu Chudzickich. Urodziła się 14 kwietnia 1884 r. w Głuszynie. Była trzecim z trzynaściorga dzieci oraz pierwszą córką Jakuba Chudzickiego (1856-1913) i Barbary z domu Remlein (1856-1923). Ojciec – Jakub, urodzony i zamieszkały w Głuszynie (rodzice: Józef Chudzicki i Marianna Olejniczak) poślubił w 1879 r. w parafii żony pw. św. Floriana w Wirach – Barbarę Remlein (córka Józefa Remleina oraz Magdaleny Heigelmann) urodzoną i zamieszkałą w Luboniu[1]. Starsze rodzeństwo Magdaleny[2] Chudzickiej, późniejszej siostry Adelindy, to: Jakub (junior) (1880-1933)[3], Jan (1881-?)[4]. Młodsze: Katarzyna (1885-?) po mężu Hernes[5], Maria (1888-?) po mężu Łakoma[6], Barbara (1890-1938) po mężu Michalska[7], Józef (1892-1945)[8], brat bez imienia – urodził się martwy w 1893 roku. Wszyscy wyżej wymienieni rodzili się w Głuszynie[9]. Pozostałe rodzeństwo: Stanisław (1895-?), Weronika (1896-1990) po mężu Tritt[10], Jadwiga (1900-1973) po mężu Andrzejewska[11], Florian (1903-1994)[12] i najmłodsza Marta (?-?)[13] rodzili się już w Luboniu. Posiadamy bardzo niewiele informacji o siostrze Magdalenie Chudzickiej. Wiemy, że była w prowincji wrocławskiej sióstr elżbietanek i przyjęła zakonne imię Maria[14] Adelinda.

Odzyskany Zakład Opiekuńczo-Leczniczy Zgromadzenia Sióstr Św. Elżbiety (z lewej), wcześniej budynek nowicjatu i z prawej Dom Prowincjalny, dawniej Dom Generalny Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety. W środku widoczny też zabytkowy pomost nad ulicą łączący dawny dom generalny z nowicjackim   fot. Archiwum Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety Prowincji Wrocławskiej
Odzyskany Zakład Opiekuńczo-Leczniczy Zgromadzenia Sióstr Św. Elżbiety (z lewej), wcześniej budynek nowicjatu i z prawej Dom Prowincjalny, dawniej Dom Generalny Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety. W środku widoczny też zabytkowy pomost nad ulicą łączący dawny dom generalny z nowicjackim   fot. Archiwum Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety Prowincji Wrocławskiej

Dom sióstr elżbietanek we Wrocławiu, który jest obecnie siedzibą zarządu prowincjalnego, został założony jako piąta z kolei placówka Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety. Pierwsze siostry przybyły tu w 1857 roku na prośbę hrabiny Pauliny Preysing-Lichtenegg , podejmując opiekę nad biednymi emerytkami w jej zakładzie dobroczynnym. Wkrótce zajmowane lokum okazało się za małe i siostry zakupiły zabudowania przy Gräupnergasse (dziś ul. św. Józefa). Po dokonaniu remontu i koniecznej adaptacji przeprowadziły się tu wraz z 32 podopiecznymi. Wzrastająca liczba podopiecznych, a tym samym potrzeba większej liczby sióstr, stały się przyczyną rozbudowy zajmowanego lokum. Powiększony dom wraz z kaplicą Matki Bożej został poświęcony 8 stycznia 1883 r. W tym samym czasie podjęto starania o wybudowanie osobnego budynku szpitalnego. Mimo korzystnych warunków administracyjno-kościelnych oraz lokalowych wrocławski dom przez 33 lata pozostawał jedną z wielu placówek Zgromadzenia z Domem Macierzystym w Nysie. Dopiero trzy lata po zatwierdzeniu Zgromadzenia przez Papieża Leona XIII – w 1890 r. do Wrocławia przeniesiono zarząd generalny i nowicjat. W tym roku ukończono też budowę szpitala, który został oddany pod opiekę św. Józefowi. Szpital uchodził wówczas za najnowocześniej wyposażony na terenie Wschodnich Niemiec. W 50. rocznicę powstania Zgromadzenia – 27 września 1892 r. – poświęcono kaplicę św. Józefa, która stanowiła połączenie między domem sióstr a szpitalem. Ze względu na wzrastającą liczbę sióstr, a tym samym placówek, 26 kwietnia 1898 r. nastąpił podział Zgromadzenia na prowincje. W jego efekcie dom wrocławski, który był siedzibą zarządu generalnego, stał się jednocześnie domem prowincjalnym, do którego afiliowano 200 placówek. 5 grudnia 1901 r. zakończono budowę domu przeznaczonego na siedzibę nowicjatu, który stanął naprzeciw domu generalnego. Potrzeba wybudowania osobnego domu nowicjackiego była paląca, gdyż w tym czasie rocznie o przyjęcie do Zgromadzenia prosiło ok. 100 kandydatek. Prawdopodobnie w tej grupie była też lubonianka Magdalena Chudzicka. Po ukończeniu tego obiektu przystąpiono do budowy pomostu nad ulicą, łączącego domy: generalny i nowicjacki. Projekt sfinalizowano w 1902 r. W tymże roku, 9 lutego, dzięki długotrwałym staraniom Zgromadzenia, władze miasta dokonały zmiany nazwy ulicy, przy której wznosił się dom generalny z Gräupnergasse[15] na ul. św. Józefa. Dramatycznym doświadczeniem nie tylko dla prowincji wrocławskiej sióstr elżbietanek, ale całego Zgromadzenia, były późniejsze działania wojenne 1939-1945. Szczególnie podczas oblężenia Wrocławia od stycznia do maja 1945 r., 2.04.1945 r., w wyniku zmasowanego ataku bombowego, został zburzony szpital, dom generalny oraz częściowo dom nowicjatu. Powojenny czas w PRL-owskiej rzeczywistości obfitował w szereg kolejnych problemów. Wiele opuszczonych przez siostry placówek filialnych, podczas repatriacji zajmowanych było przez nowo przybyłą na te tereny ludność. Zmniejszyła się też liczba sióstr (część pochodzenia niemieckiego wyjechała do Niemiec). Z państwowych placówek, w których siostry pracowały, zaczęto je wyrzucać, odbierano i upaństwawiano domy, a klasztorne mienie rozgrabiono. Ostatecznie siostry elżbietanki wrocławskie wywieziono do obozów w: Gostyniu, Kobylinie i Dębowej Łące (lata 1953-1956). Sytuacja zmieniła się dopiero po 1989 roku. Prowincji wrocławskiej udało się odzyskać prawo do niektórych wcześniej odebranych domów. M.in. odzyskano budynek nowicjatu, w którym po gruntownym remoncie znajduje się dziś Zakład Opiekuńczo-Leczniczy. Sąsiaduje ze znajdującym się po przeciwnej stronie ulicy Domem Prowincjalnym Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety (dawniej Dom Generalny).

Nawa główna XIX-wiecznej kaplicy elżbietanek z obrazem św. Józefa namalowanym przez Hieronima Richtera, znajdującym się w nastawie ołtarzowej, przed którym z pewnością modliła się lubonianka – siostra Adelinda Chudzicka   fot. s. Felicyta Szewczyk CSSE [http://www.nowezycie.archidiecezja.wroc.pl, dostęp 8.12.2022 r.]
Nawa główna XIX-wiecznej kaplicy elżbietanek z obrazem św. Józefa namalowanym przez Hieronima Richtera, znajdującym się w nastawie ołtarzowej, przed którym z pewnością modliła się lubonianka – siostra Adelinda Chudzicka   fot. s. Felicyta Szewczyk CSSE [http://www.nowezycie.archidiecezja.wroc.pl, dostęp 8.12.2022 r.]

Pochodząca z Lubonia siostra Adelinda – Chudzicka Magdalena, świadek tworzącej się wrocławskiej historii nowicjatu i szpitala sióstr elżbietanek na początku XX wieku, zmarła we Wrocławiu 17 lutego 1907 roku, mając niespełna 23 lata. Tam też została pochowana 20 lutego 1907 r. W archiwum Zgromadzenia we Wrocławiu, z powodu zawirowań wojennych i późniejszych, nie zachowały się dokumenty z danymi biograficznymi, takimi jak np.: kiedy wstąpiła do zgromadzenia i w jakich latach przebywała w nowicjacie; kiedy złożyła śluby, w tym także wieczyste; czym się zajmowała (jaką pełniła posługę lub w jakim kierunku się szkoliła) oraz co było przyczyną śmierci w tak młodym wieku? W archiwum Zgromadzenia zachował się z tamtych lat jedynie wykaz sióstr zmarłych w latach 1842-1914, wśród których jest lubonianka. Możemy domniemywać, że Magdalena Chudzicka wstąpiła do zakonu w 1902 r., bowiem wymóg ukończenia 18 lat wprowadziły dla nowicjuszek władze zaborcze. Tak więc jedynie pięć lat przebywała w zgromadzeniu, w tym czas formacji – nowicjatu. Gdy umarła, musiała być krótko po ślubach (i raczej jeszcze nie wieczystych?). Nie posiadamy też zdjęcia siostry Adelindy Chudzickiej. Według przekazów rodzinnych, dowiadujemy się, że po śmierci młodziutkiej jeszcze córki – matka Barbara Chudzicka z d. Remlein (siostra sołtysa Lubonia – Andrzeja Remleina) pojechała do Wrocławia i zabiegała o zwrot części posagu, jaki rodzina wniosła, gdy Magdalena wstępowała do zakonu. Czy skutecznie, tego też nie wiemy.

Nekrolog (12,5x20 cm) siostry Marii Adelindy Chudzickiej z 1907 r. (błędnie podane miejsce urodzenia – Pluszyna zamiast Głuszyna) z modlitwą za duszę służebnicy Marii Adelindy oraz informacją o pogrzebie   ze zbiorów Mirosławy Maćkowiak
Nekrolog (12,5×20 cm) siostry Marii Adelindy Chudzickiej z 1907 r. (błędnie podane miejsce urodzenia – Pluszyna zamiast Głuszyna) z modlitwą za duszę służebnicy Marii Adelindy oraz informacją o pogrzebie   ze zbiorów Mirosławy Maćkowiak

Na podstawie: informacji Mirosławy Maćkowiak – wnuczki Jakuba Chudzickiego (juniora), córki Barbary z d. Chudzickiej i Franciszka Nawrockich; historia wrocławskiej prowincji z publikacji – https://elzbietanki.wroclaw.pl [dostęp 07.12.2022 r.]; informacji siostry M. Lucyny csse z Archiwum Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety Prowincji Wrocławskiej.

Piotr Ruszkowski Repozytorium Historyczne Miasta Luboń


[1] Archiwum Państwowe w Poznaniu (APP), USC Poznań, sygnatura: 1927/3/22, skan 53.

[2] Imię świeckie potwierdzone przez Archiwum Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety Prowincji Wrocławskiej.

[3] Jakub (junior) ożenił się w 1904 r. z Barbarą z d. Kaiser (1882-1959), mieli 11 dzieci.

[4] Jan ożenił się w 1909 r. z Józefą Wachowiak (1887-?), mieli 8 dzieci.

[5] Mąż Katarzyny – Władysław Hernes (1885-?), mieli prawdopodobnie 9 dzieci.

[6] Mąż Marii – Adam Łamomy (1882-1953), mieli 5 dzieci.

[7] Mąż Barbary – Antoni Michalski (1890-1971), mieli 5 dzieci.

[8] Józef ożenił się z Julianną Czechowską (?-1957), mieli 1 syna.

[9] Głuszyna – wieś duchowna – własność biskupstwa poznańskiego. Najstarsze wzmianki o wsi pochodzą z Kronik Jana Długosza – wymienia ją przy okazji opisu najazdu Krzyżaków w 1331 r. na Wielkopolskę. Od 1942 r. część miasta Poznań – osiedle w południowo-wschodnim krańcu miasta, w pobliżu rzeczki Głuszynki, w dzielnicy Nowe Miasto.

[10] Mąż Weroniki – Stanisław Tritt, mieli 2 dzieci.

[11] Mąż Jadwigi – Michał Andrzejewski (1889-1951), mieli 4 dzieci.

[12] Florian ożenił się z Pelagią Łakomą (1910-1987), mieli 4 dzieci.

[13] Informacja rodziny (brak obecnie potwierdzenia w dostępnych dokumentach).

[14] Tradycją wielu zgromadzeń żeńskich jest to, że pierwszym imieniem zakonnym jest Maria (po Matce Bożej).

[15] Gräupnergasse – Aleja Szarycka (Szarytek) – nawiązuje do dawnej nazwy zgromadzenia – Szarych Sióstr św. Elżbiety (csse), nie mylić ze Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego á Paulo, obecnie potocznie nazywane „Szarytkami”.




Franciszek Reszelski (1894-1984)


Wspomnienie w 130. rocznicę urodzin i 40. rocznicę śmierci: budowniczego kościoła pw. św. Jana Bosko w Luboniu, powstańca wielkopolskiego, inżyniera budownictwa, podporucznika WP.

Franciszek Reszelski urodził się 21.12.1894 r. w Witaszycach, powiat Jarocin. Ojciec jego – Franciszek senior był przedsiębiorcą budowlanym (Bauunternehmer), matką Wiktoria z d. Roszak. Mieszkali w Witaszycach[1]. Rodzeństwo Franciszka to: starsza Agnieszka (ur. 1893 r.) po mężu Hildebrandt[2], i młodsze – Marianna (1896-1896)[3], Salomea (1897-1972) po mężu Urbaniak[4], Helena (1900-1941) po mężu Gawlik[5], Seweryn (1902[6]-1983) – powstaniec wielkopolski[7], Nicefor (1905[8]-1983) i Stefania (1907-1994) po mężu Kaczor[9].

Akt urodzenia Franciszka Reszelskiego z 1894 roku, podpisany m.in. przez zgłaszającego – ojca – Franciszka seniora   arch. AP Kalisz - 689/2/73, skan 511
Akt urodzenia Franciszka Reszelskiego z 1894 roku, podpisany m.in. przez zgłaszającego – ojca – Franciszka seniora   arch. AP Kalisz – 689/2/73, skan 511

Franciszek Reszelski brał udział w I wojnie światowej, walcząc w armii niemieckiej. Był m.in. na froncie wschodnim, skąd, jak podaje na kartotece ZBoWiD, został zwolniony w grudniu 1918 r. i powrócił do domu w Jarocinie.

Z kartoteki czytamy – Z chwilą wybuchu Powstania Wielkopolskiego, w grupie ochotników z jarocińskiego brał udział w potyczkach na froncie południowo-zachodnim. Walczył m.in. o: Krotoszyn, Zduny, Jutrosin, Miejską Górkę, Sarnowa koło Rawicza. Jak podaje dalej – czynny w powstaniu do 15 marca1919 r. W styczniu 1921 r. został zdemobilizowany z 69. Pułku Piechoty w Gnieźnie[10]. Z tego faktu możemy wnioskować, że Franciszek Reszelski brał także udział w wojnie polsko-bolszewickiej, o której, z oczywistych powodów politycznych (w PRL), nie wspominał w dokumentacji ZBoWiD. Miał stopień sierżanta, nominowany później do stopnia podporucznika Wojska Polskiego[11].

Z zawodu był inżynierem budownictwa. W 1934 roku przygotował projekt nowego kościoła w Luboniu. Komitet Budowy Kościoła spośród projektantów: Szulca, Reszelskiego i Sawickiego wybrał do realizacji projekt architekta Stefana Sawickiego. Natomiast w 1935 roku spośród lokalnych przedsiębiorców budowlanych Franciszka Reszelskiego wybrano na kierownika budowy świątyni wraz z p. Duszakiem[12]. Po wojnie Franciszek Reszelski nadzorował odbudowę kościoła po jego spaleniu w 1945 roku przez Niemców, którzy mieli w świątyni magazyn materiałów do budowy autostrady. Głównie należało odtworzyć więźbę dachową i pokryć kościół dachówką. Prace postępowały sprawnie i po trzech miesiącach w listopadzie 1945 roku świątynia była pod dachem.[13]

Dom przy ul. ks. S. Streicha 13 w Luboniu o wyróżniającej się architekturze, w którym mieszkali państwo Reszelscy. Wg relacji świadków przed tym domem, za ks. Teodora Nogalę był stawiany jeden z ołtarzy na uroczystość – procesję Bożego Ciała   fot. Roman Haremza
Dom przy ul. ks. S. Streicha 13 w Luboniu o wyróżniającej się architekturze, w którym mieszkali państwo Reszelscy. Wg relacji świadków przed tym domem, za ks. Teodora Nogalę był stawiany jeden z ołtarzy na uroczystość – procesję Bożego Ciała   fot. Roman Haremza

Ożenił się z Ireną z domu Siniecka, urodzoną 21.03.1900 r. w miejscowości Panigródz (dawniej miasto) w powiecie wągrowieckim, gmina Gołańcz, zmarłą 07.02.1971 r. w Luboniu. Mieli czwórkę dzieci: Adama Franciszka Włodzimierza (ur. 05.12.1924 r. w Poznaniu, Marię Józefę (ur. 14.03.1927 r. w Poznaniu), Aleksandra Edmunda (ur. 16.11.1930 r w Gnieźnie) i Michała Henryka Jana (ur. 15.09.1935 r. w Żabikowie). Do Lubonia – Żabikowa przybyli z Gniezna 15.12.1931 r.[14] Wcześniej mieszkali m.in. w Poznaniu. Najpierw w lipcu 1922 r. z Jarocina do Poznania przybył Franciszek, następnie od czerwca 1924 r. z Gniezna zameldowała się jego żona Irena. Mieszkali kolejno: na ul. Małeckiego 6, następnie na ul. Przemysłowej 12 (od 02.1926 r.), Ludwika Rzepeckiego 19 (od 10.1929 r.)[15], po czym w sierpniu 1930 r. wywędrowali do Gniezna[16], skąd po 16 miesiącach osiedli w Żabikowie na ul. Polnej 1 (dziś Poniatowskiego). Ostatecznie zamieszkali w domu przy dzisiejszej ul. ks. Stanisława Streicha 13 (narożnikowy dom z ul. Stefana Batorego). W karcie ZBoWiD ma wpisany adres ul. Waryńskiego 20 m. 3 (ks. Streicha) oraz adnotację: samotny; obecnie mieszka w Państwowym Domu Pomocy Społecznej nr 4 przy ul. Mogileńskiej 42 w Poznaniu. Zmarł mając prawie 90 lat – 17.03.1984 r., pochowany wraz z żoną na cmentarzu w Żabikowie.

Budowniczy kościoła pw. św. Jana Bosko w Luboniu inż. Franciszek Reszelski z synem Michałem (wiosna 1945 r.) przed spaloną świątynią – bez dachów (widok od strony południowej)
Budowniczy kościoła pw. św. Jana Bosko w Luboniu inż. Franciszek Reszelski z synem Michałem (wiosna 1945 r.) przed spaloną świątynią – bez dachów (widok od strony południowej)

Grób Franciszka i Ireny Reszelskich w Żabikowie   fot. www.lubon.pro-gis.pl

Należał do ZBoWiD-u, Koło Luboń 1.

Odznaczenia: Wielkopolski Krzyż Powstańczy, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (4/1975 r.).

– Na podstawie akt ZBoWiD-u, Koło Luboń 1; Robert Wrzesiński – Reszelski Franciszek – „Lubonianie w Powstaniu Wielkopolskim”, red. Piotr P. Ruszkowski i Janusz Karwat, Luboń 2009, str. 239; Robert Wrzesiński – Reszelski Franciszek – „Lubonianie w Powstaniu Wielkopolskim 1918-1919”, red. Piotr P. Ruszkowski i Janusz Karwat, Luboń 2018, str. 454; Stanisław Malepszak – „Luboń i okolice – dzieje osadnictwa i dziewięciu parafii”; informacji Krzysztofa Nożewnika z rodziny oraz innych materiałów wymienionych m.in. w przypisach.

oprac. Piotr Ruszkowski – Repozytorium Historyczne Miasta Luboń


[1] Archiwum Państwowe w Kaliszu (APK) – USC Jarocin, sygnatura: 689/2/73, skan 511.

[2] APK –USC Jarocin, sygnatury: 689/2/68, skan 164 (akt urodzenia) i 689/3/311, skan 148 (akt małżeństwa) – mąż Marceli (ur. 1885 r.).

[3] APK –USC Jarocin, sygnatury: 689/2/79, skan 432 (akt urodzenia) i 689/4/81, skan 201(akt zgonu).

[4] APK –USC Jarocin, sygnatury: 689/2/82, skan 352 (akt urodzenia) i 689/3/309, skan 141 (akt małżeństwa) – mąż Marcin (ur. 1894 r.).

[5] APK –USC Jarocin, sygnatury: 689/2/93, skan 204 (akt urodzenia) i 689/3/308, skan 22 (akt małżeństwa) – mąż Paweł (ur. 1897 r.). Mieszkali w Niemczech.

[6] APK –USC Jarocin, sygnatury: 689/3/318, skan 13 (akt ślubu). Żona Anna z d. Góral.

[7] Informacja z http://powstancywielkopolscy.pl/, potwierdzona przez rodzinę.

[8] APK –USC Jarocin, sygnatury: 689/2/110, skan 103 (akt urodzenia). Żona Litwina z d. Kowalska

[9] APK –USC Jarocin, sygnatury: 689/2/116, skan 317 (akt urodzenia) i 689/3/321, skan 89 (akt małżeństwa) – mąż Władysław (ur. 1904 r.). Mieszkali w Tarnowskich Górach.

[10] Informacja z http://powstancy-wielkopolscy.pl/search [dostęp: 15.03.2024 r.]. 69. pułk piechoty (69 pp) – sformowany w 1919 r. jako 11. pułk Strzelców Wielkopolskich. Po zjednoczeniu Armii Wielkopolskiej z Wojskiem Polskim, 05.02.1920 r. przemianowany na 69. pułk piechoty. Walczył w wojnie polsko-bolszewickiej.

[11] Archiwum Prezydenta RP, Nominacje na stopień oficerski. Uchwała W 34/72 [wg. http://powstancywielkopolscy.pl; dostęp 14.03.2024 r.]

[12] Zapewne chodzi o przedsiębiorcę budowlanego Mikołaja Duszaka (ur. 1887 r. w Dusznikach pow. Szamotuły) z ul. Wjazdowej 13 w Żabikowie. [APP – Księga Meldunkowa Żabikowa, sygnatura: 53/4423/0/5/208, str. 161].

[13] Stanisław Malepszak – „Luboń i okolice – dzieje osadnictwa i dziewięciu parafii” str. 103-105 i 180-181.

[14] APP – Księga Meldunkowa Żabikowa, sygnatura: 53/4423/0/5/210, str. 19.

[15] Dawna ulica w dzielnicy Łazarz południe, od ul. Niegolewskich do ul. Chociszewskiego (dziś nieistnieje?)

[16] Kartoteka meldunkowa Poznania [https://e-kartoteka.net/pl/ str. 857-858; dostęp 13.03.2024 r.].




Ks. Juliusz Promiński (1837-1893)

W 130. rocznicę śmierci

Ks. Juliusz Wincenty Promiński (1837-1893) ceniony wychowawca wcześniejszych pokoleń lubonian

Proboszcz parafii św. Floriana w Wirach od 1870 r. [1] do śmierci w 1893 r.

Urodzony 23 stycznia 1837 r. w Bydgoszczy, matka Julianna Promińska. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1862 r., najprawdopodobniej z rąk ówczesnego arcybiskupa gnieźnieńskiego i poznańskiego, prymasa Polski – Leona Przyłuskiego[2].

Według kroniki szkoły w Wirach spisanej w latach 1873-1913, przetłumaczonej ze staroniemieckiego (pruskiego) na język polski przez Stanisława Nowaka, dowiadujemy się, że Szkoła w Wirach została założona 26 maja 1826 r. Z początku była tu szkoła prywatna w domu jednego z tutejszych gospodarzy, w której uczył organista Antoni Łyczyński. W ówczesnych szkołach funkcjonował tak zwany Dozór Szkolny, do którego wchodzili: proboszcz jako przewodniczący oraz kilku gospodarzy wybranych przez mieszkańców w tajnym głosowaniu. Dozór ten miał duże uprawnienia doradcze, ale decyzje ostatecznie podejmował wydział oświaty znajdujący się w rękach urzędników narodowości niemieckiej[3].

Szachulcowy kościół z drewnianą wieżą zbudowany w 1748 r. – poprzednik obecnego, murowanego, w którym wikariuszem i przedostatnim proboszczem był ks. Promiński. Zdjęcie ok. 1900 r. fot. A.&F. Teuschner; ze zbiorów Piotra Ruszkowskiego
Szachulcowy kościół z drewnianą wieżą zbudowany w 1748 r. – poprzednik obecnego, murowanego, w którym wikariuszem i przedostatnim proboszczem był ks. Promiński. Zdjęcie ok. 1900 r. fot. A.&F. Teuschner; ze zbiorów Piotra Ruszkowskiego

W 1867 r. plebanem wirowskim był ks. kanonik Jan Jabczyński, a komendariuszem[4] ks. Promiński. Do parafii należały wsie: Wiry, Wirki, Żabikowo, Świerczewo, Dębieć, Luboń, Lasek, Łęczyca, Puszczykowo, Puszczykówko. Z powodu podeszłego wieku ks. kanonika Jana Jabczyńskiego, który w 1865 r. złożył rezygnację z wizytowania szkół, na jego miejsce wyznaczono administratora i wikarego parafii w Wirach – ks. Juliusza Promińskiego – późniejszego proboszcza. Ks. Promiński, oprócz posługi duszpasterskiej dla rozległej społeczności, uczył też w tutejszej szkole religii. Gdy w 1871 r., wprowadzono do szkół jako obowiązkowy język niemiecki, zapewne protestował, co nie podobało się władzom zaborcy. W tym czasie dyrektor Wyższej Szkoły Rolniczej im. Haliny w Żabikowie – August Lubomęcki[5], na początku semestru zimowego, 1 października1872 r., zwrócił się do ks. Promińskiego z prośbą, aby w każdą drugą niedzielę miesiąca przyjeżdżał do Żabikowa i w audytorium[6] szkolnym odprawiał mszę św. Zważywszy na możliwość uczestnictwa w tym nabożeństwie także ludności z Żabikowa, Lubonia i Dębca, była to ciekawa inicjatywa. Ponieważ sala w Żabikowie nie spełniała wymogów poświęconej kaplicy, ks. arcybiskup Mieczysław Ledóchowski[7] nie mógł udzielić zgody.[8]

Płyta nagrobna ks. Juliusza Wincentego Promińskiego o wymiarach160 x 84 cm, wmontowana w ścianę wewnętrzną kaplicy cmentarza parafialnego w Wirach, przy ul. Poznańskiej. Prawdopodobnie został pochowany w miejscu, gdzie znajduje się obecna kaplica cmentarna.
Lokalna wieść niesie również, że krzyż wieńczący kaplicę pochodzi z grobowca proboszcza Promińskiego   fot. Piotr P. Ruszkowski

Od 22 lutego 1873 r., po śmierci na tyfus nauczyciela Piotra Jasińskiego, za zgodą Rządu Królewskiego ks. Promiński jako lokalny inspektor szkolny, krótko, bo do 5 lipca 1873 r. kierował wirowską szkołą jako zastępca. W 1878 r., na własny wniosek już jako proboszcz, ks. Promiński został zwolniony z funkcji inspektora szkolnego. Później brał jeszcze udział m.in. w publicznych egzaminach szkolnych w Wirach (w oddziałach I i II), które odbywały się 8 kwietnia 1892 r.

Ks. Promiński był proboszczem jeszcze w poprzednim kościele wirowskim o konstrukcji szkieletowej, drewnianej z wypełnieniem gliniano-słomianym lub gliniano-trzcinowym (szachulec) zbudowanym w 1748 r. nakładem Augustyna, wojewody kaliskiego oraz Anny z Radomickich Działyńskich. Świątynia została poświęcona – konsekrowana dopiero 05.05.1782 r. przez Ksawerego z Wierzbna Rydzyńskiego[9] biskupa poznańskiego. Kościół posiadał drewnianą, ozdobną wieżę, bez dzwonów, które zostały zdjęte w 1835 r. i przeniesione do wolnostojącej drewnianej dzwonnicy.[10] Podczas budowy plebanii, opłotowania i bramy od strony ulicy dokonano opisu i pomiarów kościoła.[11] Wymiary kościoła za czasów ks. Promińskiego: długość wewnętrzna 8,94 m, szerokość wewnętrzna 8,83 m, prezbiterium podzielone jest kratkami na dwie części, przez co jedna połączona nawą wynosi 3,13 m długości, w drugiej części o długości 2,82 m znajduje się wielki ołtarz, szerokość zaś całego prezbiterium wynosi 6,43 m. Za ołtarzem znajduje się zakrystia, która tworzy tylne zaokrąglenie prezbiterium i jej długość wynosi 2,35 m. Długość całego prezbiterium z zakrystią to 8,31 m, a długość całego kościoła z kruchtą i prezbiterium – 21,96 m. Obok wielkiego ołtarza, po stronie epistoły, jest w posadzce przy ścianie cegłą domurowana piwnica z zakryciem drewnianym. Kaplic i sklepów (krypt) do chowania zmarłych nie ma, tylko drewniana tabliczka: „urodzony Jan z Bukowca Dąbrowski, zm. 1.7.1784”.[12] Na obecnej murowanej świątyni na zewnątrz kaplicy św. krzyża wmurowany jest żeliwny odlew niewielkiej tabliczki (20×34 cm): „śp. Albertyna Kühn ur. 1837. um. d. 5. Października 1869.”. Ta 32-letnia kobieta, chowana była prawdopodobnie w otoczeniu poprzedniego kościoła, możliwe, że na miejscu obecnej kaplicy.

Wnętrze kaplicy cmentarza wirowskiego w której po prawej stronie wmurowana płyta nagrobna zasłużonego i cenionego proboszcza fot. Piotr P. Ruszkowski

W 1887 r. ks. Promiński pisze o świątyni, która ma już 139 lat, tak: „Kościół jest zrujnowany i od wielu lat wieża grozi zawaleniem.” Mimo złego stanu nie wykonano zaplanowanych na 1892 r. prac naprawczych, jak np. podmurowanie szachulca. Działania te mogły powstrzymać proces dalszego pochylania się ścian bocznych[13].

Jeszcze w styczniu 1890 r. ks. Promiński przyjmuje nowego organistę – Piotra Klatta, a w lutym prosi arcybiskupa Juliusza Dindera[14] o zwolnienie z probostwa z powodu wielu chorób. Nie otrzymuje jednak zgody, a w uzasadnieniu abp podaje, że w archidiecezji brak dostatecznej liczby polskich księży.

Ks. Juliusz Wincenty Promiński zmarł w wieku 56 lat – 7 marca1893 r., po 23 latach proboszczowania, jak podaje zapis kroniki szkolnej – po ciężkich cierpieniach ceniony dla swej humanitarnej postawy. Dalej z zapisków kroniki dowiadujemy się, że był prawdziwym przyjacielem nauczycieli i ojcem ubogich. Przez 13 lat (1865-1878) piastował funkcję lokalnego inspektora szkolnego w Wirach. Bardzo duża liczba tych, którzy szli za jego nauką, dała świadectwo, jak słusznie był żałowany. Na czele żałobnego konduktu szły dzieci z Wir[15], do których dołączyły też dzieci z Żabikowa[16]. Troje niosło wieniec wielki, ufundowany przez tutejszych nauczycieli i dzieci, jako ostatni znak sympatii. Został pochowany prawdopodobnie na cmentarzu w Wirach utworzonym w 1845 r.[17], epitafium jest wmurowane na wewnętrznej ścianie kaplicy cmentarza parafialnego w Wirach.

Rok później, dowiadujemy się jeszcze z kroniki, że 9 marca 1894 r. w wirowskiej szkole odbyło się uroczyste Requiem dla zgasłego przed rokiem, prawego charakteru, wysoko cenionego i dla tutejszej szkoły w wysokim stopniu zasłużonego ks. proboszcza Juliusza Wincentego Promińskiego.

Nekrolog ks. Juliusza Wincentego Promińskiego, jaki ukazał się w „Kurierze Poznańskim” nr 56/1893 r., zamieszczony przez rodzeństwo księdza [http://www

Na płycie nagrobnej znajduje się inskrypcja: „Prosi o westchnienie”. Westchnienie, czyli pamięć, modlitwa i refleksja. Pamięcią niech będzie ten artykuł, w którym staraliśmy się zebrać rozproszone szczątkowe informacje. Refleksja – skoro tak dobrze ówczesna społeczność parafii Wirowskiej (nasi przodkowie) ceniła swego duszpasterza w tych niełatwych czasach zaboru pruskiego, to i my bierzmy przykład z takich postaw – okażmy modlitewne westchnienie wychowawcy poprzednich pokoleń!

Źródła: „Kronika Szkoły w Wirach (1873-1913) w tłumaczeniu Stanisława Nowaka; Stanisław Malepszak, Piotr P. Ruszkowski „200 lat oświaty w Luboniu”, Luboń 2008; Stanisław Malepszak „Luboń i okolice – dzieje osadnictwa i dziewięciu parafii”, Luboń 2005; Elenchusy (spis, lista, katalog): 1869, 1870, 1872, P-1888; Życiorys – AAP sygn. KA II 449/2 Wiry z 1867 r.; Michał Gryczyński „Nasze Wiry”, Poznań 2000.

Piotr Ruszkowski – Repozytorium Historyczne Miasta Luboń

Wiktor Cegiołka – Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Komornickiej


[1] Na stronie internetowej parafii podano daty proboszczowania: ks. Jan Jabczyński 1833-1870, ks. Juliusz Promiński 1870-1893 [https://florianwiry.pl dostęp 27.02.2023 r.]

[2]  Leon Michał Przyłuski (1789-1865) – polski duchowny rzymskokatolicki, arcybiskup metropolita gnieźnieński i poznański, prymas Polski (1845-1865).

[3]  S. Malepszak P.P. Ruszkowski „200 lat oświaty w Luboniu”, s. 49.

[4]  Komendariusz – w przypadku braku plebana (proboszcza) obsadzanie na beneficjum (dobrodziejstwo – np. parafia z kościołem, gruntami itd.) – inaczej: zarządca.

[5]  1 października 1872 r. ze stanowiska dyrektora Szkoły Rolniczej im. Haliny w Żabikowie odszedł Juliusz Au, a jego miejsce zajął August Lubomęcki, który pełnił swoje obowiązki do 11 grudnia 1872 r.

[6]  Audytorium – sala, w której odbywają się wykłady lub odczyty.

[7]  Mieczysław Jan Halka-Ledóchowski h. Szaława (1822-1902) – polski biskup rzymskokatolicki, arcybiskup metropolita gnieźnieński i poznański, prymas Polski (1866-1886), kardynał od 1875 r.

[8]  S. Malepszak „Luboń i okolice…” s. 53

[9] Franciszek Ksawery Rydzyński h. Wierzbna (1734-1814) – biskup chełmiński, senator Księstwa Warszawskiego, kustosz gnieźnieński, sufragan poznański.

[10] S. Malepszak „Luboń i okolice…” s. 52.

[11] Szczegółowo przytacza S. Malepszak „Luboń i okolice…” s. 52.

[12] S. Malepszak „Luboń i okolice…” s. 53.

[13]  S. Malepszak „Luboń i okolice…” s. 53.

[14]  Julius Dinder (1830-1890) – niemiecki duchowny rzymskokatolicki, arcybiskup metropolita gnieźnieński i poznański oraz prymas Polski w latach 1886-1890.

[15]  Dzieci z ówczesnej szkoły w Wirach to także dzieci z Lasku i Łęczycy.

[16]  Chodzi zapewne o szkołę w Żabikowie (obecnie SP2 w Luboniu), do której uczęszczały także dzieci z ówczesnych wsi Luboń oraz Świerczewa.

[17] S. Malepszak „Luboń i okolice…” s. 52.




Marian Szymański


Członek Zarządu Miasta I kadencji (1990-1994), radny Rady Miasta Luboń i Rady Powiatu Poznańskiego; jeden z pierwszych w historii Lubonia kandydat na posła RP w 2001 r.

Marian Szymański urodził się 8 lutego 1937 r., pochodził z Kujaw, miał 85 lat. W Luboniu wraz z żoną Ireną (1940-2011) zamieszkali krótko po ślubie w 1965 r. Mieszkali przy ul. Sienkiewicza. Mają jedynego syna Jarka, który mieszka wraz z rodziną w Chinach.

Marian Szymański był doktorem nauk technicznych, ten tytuł naukowy uzyskał na Politechnice Poznańskiej w 1985 r., broniąc pracy na temat bezpieczeństwa jazdy pojazdów szynowych. Przez wiele lat (do emerytury) pracował w Instytucie Pojazdów Szynowych „Tabor” w Poznaniu na stanowisku adiunkta naukowo-badawczego. Tam też tworzył Niezależny Związek Zawodowy „Solidarność”. Od 1998 r. był przewodniczącym komisji zakładowej Związku Zawodowego NSZZ „Solidarność”. Publikował artykuły w czasopismach naukowych i branżowych.

Samorządowiec

Marian Szymański wraz z żoną Ireną, od początku, tj. 1989 r. czynnie działali w Samorządowym Komitecie Obywatelskim w Luboniu (SKO). Dziełem jego m. in. było opracowanie zrębów Deklaracji Programowej SKO, którą posługiwali się kandydaci na radnych w pierwszych samorządowych wyborach do gmin w 1990 r.

Zarząd Miasta Luboń pierwszej kadencji (1990-1994) w gabinecie Burmistrza. Od lewej: Grzegorz Paczyński (członek zarządu do spraw komunalnych), Marian Szymański (członek zarządu ds. oświatowo-kulturalnych), Włodzimierz Kaczmarek (Burmistrz Miasta), Marek Bartosz (Zastępca Burmistrza)

► W pierwszej kadencji Rady Miejskiej Lubonia 1990-1994, do której dostał się z ramienia SKO, reprezentował jednomandatowy wówczas okręg nr 6, w którym zdeklasował czterech kontrkandydatów, otrzymując poparcie aż 213 głosów, co stanowiło 72,4% wszystkich w tym okręgu. Został wówczas wybrany przez radnych jednym z czterech etatowych przedstawicieli Zarządu Miasta. W ramach tej struktury współpracował z burmistrzem – Włodzimierzem Kaczmarkiem, jego zastępcą – Markiem Bartoszem oraz członkiem Zarządu ds. komunalnych – Grzegorzem Paczyńskim. W kompetencjach Mariana Szymańskiego były kwestie społeczne, głównie oświatowo-kulturalne: przedszkola, częściowo szkoły (przed reformą i przekazaniem samorządom), ośrodki kultury, biblioteka miejska, sport luboński, Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej itd. To m.in. za przyczyną Mariana Szymańskiego dokonano wówczas daleko idących przemian w bardzo kosztownym systemie przedszkolnym Lubonia. Z ramienia Zarządu Miasta nadzorował rozruch komunikacji miejskiej pod spółką „Translub”, kompetencji scedowanej wówczas na jedyną strukturę samorządową – gminę. Czynnie organizował i nadzorował linie autobusowe oraz rozkłady jazdy. Pomagał ponadto w zakładaniu Stowarzyszenia Społecznego Funduszu Ludzi Dobrej Woli, które zajęło się prowadzeniem „Taniej Jadłodajni” w budynku parafialnym przy kościele św. Jana Bosko w Luboniu. Jednocześnie, będąc radnym, działał w dwóch Komisjach: Sfery Społecznej i Statutowej.

Marian Szymański jako członek Zarządu Miasta podczas wystąpienia na jednej z sesji RML w I kadencji samorządu  
fot Piotr P. Ruszkowski

► Do drugiej kadencji Rady Miasta Luboń (1994-1998) startował z listy Samorządna Wielkopolska – „Tobie i Miastu”, z której ubiegało się o mandaty 18 kandydatów, związanych głównie z pierwszą gminną władzą samorządową w Luboniu. Został radnym tego samego okręgu jednomandatowego nr 6, pokonując tym razem dwóch kontrkandydatów, uzyskując 116 głosów, co dawało 60,1%. Decyzją Rady Miasta Luboń zawodowego Zarządu Miasta w 2. kadencji już nie było. Marian Szymański został członkiem Komisji RML: Gospodarczej i Sfery Społecznej.

► W 1998 roku utworzono w Polsce m.in. drugi stopień władzy samorządowej – powiaty. Po doświadczeniach w gminie, Marian Szymański wystartował wówczas do Rady Powiatu Poznańskiego z 5-osobowej listy „Akcji Wyborczej Solidarność” (AWS). W Radzie Powiatu kadencji 1998-2002 reprezentował Luboń wraz z: Józefem Neubauerem (AWS), Adamem Gablerem (SLD), Ireną Skrzypczak (SLD) i Zbigniewem Jankowskim (Unia Wolności – UW). W wyborach powiatowych otrzymał wówczas 777 głosów. W Radzie Powiatu Poznańskiego był członkiem dwóch Komisji: Bezpieczeństwa i Promocji Powiatu.

► W 2001 r. Marian Szymański startował do Sejmu RP wśród 15 kandydatów Akcji Wyborczej Solidarność – Prawicy Regionu Wielkopolska z okręgu poznańskiego nr 39. Byli wówczas z Wojciechem Dutką (Platforma Obywatelska), Marianem Mizerką (Liga Polskich Rodzin) i Wojciechem Różańskim (Unia Wolności) pierwszymi kandydatami z Lubonia do najwyższych władz państwowych. Nikt z nich nie został posłem RP.

► Do IV Kadencji samorządowej gminnej 2002-2006 wystartował do Rady Miasta Luboń, tym razem z listy Komitetu Wyborczego Wyborców „Forum Obywatelskie” (FO), z którego w czterech okręgach wielomandatowych wystartowało 41 kandydatów. W okręgu nr 1 – Żabikowo uzyskał wówczas 128 głosów i działał następnie w Komisjach: Rewizyjnej, Gospodarczej i Sfery Społecznej.

► Do kolejnej V kadencji 2006-2010 władz samorządowych startował z ramienia Komitetu Wyborczego „Solidarni w Prawdzie i Miłosierdziu”, z którego do RML było 22 kandydatów. Komitet ten nie uzyskał wymaganego poparcia i żaden z kandydatów nie zdobył mandatu radnego Rady Miasta Luboń.

► Podobnie było w VI kadencji (2010-2014), w której także próbował dostać się z listy Komitetu Wyborczego Stowarzyszenia „Solidarni w Prawdzie i Miłosierdziu”, z którego tym razem było 27 kandydatów. Ponownie ugrupowanie nie otrzymało wymaganego poparcia, by mieć swojego reprezentanta w Radzie Miasta Luboń.

Społecznik

Marian Szymański w 1980 r. wstąpił do NSZZ „Solidarność”, gdzie był przewodniczącym Komisji Zakładowej, a także członkiem Rady Sekcji Krajowej Branży Metalowców NSZZ „Solidarność”. Ponadto członek Stowarzyszenia „Solidarni w Prawdzie i Miłosierdziu” (2002-2010 wiceprezes). Członek „Prawa i Sprawiedliwości” oraz działacz lokalnych struktur tego ugrupowania.

Marian Szymański uczestniczył także w latach 90. w pracach parafialnego Zespołu Synodalnego przy kościele św. Barbary. Był jednym z założycieli oraz członkiem Zarządu (wiceprezesem) Stowarzyszenia im. Praksedy Lemańskiej, powstałego w Luboniu w 1993 r. W tym samym czasie otrzymał lokalnie przyznawany tytuł „Człowieka Roku”. Państwo Szymańscy byli też członkami Stowarzyszenia Kulturalno-Oświatowego „Forum Lubońskie”. Na początku lat 90. Marian Szymański działał też w Zarządzie Lubońskiego Klubu Sportowego. Od czasu powstania Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w latach 1997-2000 był jej przewodniczącym. Zakładał też Ruch Społeczny Akcji Wyborczej Solidarność (RS AWS) w Luboniu, z listy którego startował w pierwszych wyborach samorządowych do Powiatu. Czynnie działał w zarządzie powiatowym struktur RS AWS. Przy puszczykowskim szpitalu udzielał się społecznie jako członek Rady tej placówki, zaangażowany czynnie w jej przekształcanie. W każdej swej działalności, o czym m.in. pisał w autopromocjach wyborczych, opierał się o społeczną naukę kościoła. Żona uważała go za skromnego i zanadto pokornego. Pytany w rozmowie dla „Wieści Lubońskich” w 2001 r. o swoje wady, stwierdził, że często w życiu przeszkadza mu – nadmierna pracowitość i przesadne zdyscyplinowanie. Był też gorliwym słuchaczem i propagatorem „Radia Maryja”. W 2002 r. Marian Szymański został laureatem „Orderu Radości”, który podobnie jak Order Uśmiechu przyznawany jest osobom pogodnym – pomagającym innym w potrzebie.

Marian Szymański ze statuetką „Orderu Radości” przyznaną mu w 2002 r.  
fot Piotr P. Ruszkowski

W prasie lokalnej – Niezależnym Miesięczniku Mieszkańców –„Wieściach Lubońskich” zabierał głos najczęściej w sprawach społecznych i socjalnych. Znany był z wyjątkowej skrupulatności, a jego analityczne opracowania poparte danymi, zebrane najczęściej w formie tabelarycznej, stanowiły niejednokrotnie ważne źródło danych do podejmowania decyzji w komórkach administracji samorządowej gminy czy powiatu. Postrzegany jako bardzo pracowity i gorliwy, gdy pracował zawodowo, to w Instytucie często pojawiał się jako pierwszy, niekiedy już przed godziną piątą rano.

Marian Szymański od dłuższego czasu chorował, zmarł 14 października 2022 r., pogrzeb odbył się 19.10.2022 r., spoczywa wraz z żoną na żabikowskim cmentarzu.

Na podstawie: „WL” 07/08-1993, s. 15 „Z cyklu pytania do… (7)”, „WL” 08-2001, s. 2 „Kto jest kim w Luboniu”, wizytówek kandydata w wyborach samorządowych: m.in. „WL” 2006 – wyborczy, s. 16.

Piotr Ruszkowski
Repozytorium Historyczne Miasta Luboń




Ksiądz Karol Seichter (1851-1927)

Wspomnienie w 170. rocznicę urodzin proboszcza parafii pw. św. Floriana w Wirach, budowniczego kościoła murowanego, dziekana bukowskiego

Karol Leopold Seichter urodził się 16 października 1851 r. w rodzinie katolickiej w Poznaniu, na ulicy Strzeleckiej, z ojca Antoniego (ur. 1822 r. w Bydgoszczy, zm. 1898 r. w Wirach), urzędnika magistrackiego (rendanta) i matki Karoliny z domu Zaczyńskiej [Żaczyńskiej] (ur. 1828 r. w Poznaniu, zm. 1900 r. w Wirach). Ochrzczony w parafii pw. św. Marcina w Poznaniu w niedzielę, 2 listopada 1851 r. Chrzestnymi jego byli: Wincenty Ambroży Zehe i Julia Pohru(?). Rodzeństwo: brat bez imienia, urodzony martwy w 1847 r., Placida Maksymiliana (1848-?), Bolesław (1850 – żył tydzień), Maria (1853-1910), Michał (1858 – żył rok), Jadwiga (1859-?), Jan Stanisław (1863-?).

Podpis ks. Korola Seichtera – X. Seichter pleban (z informacji sporządzonej w 1899 r. na płótnie umieszczonej w kopule wieży kościelnej)   fot. Piotr Ruszkowsk

Choć nazwisko po ojcu miał niemieckie, czuł się Polakiem, bowiem matka była Polką (ojciec Zaczyński, matka z d. Szafrańska). Niemały wpływ na jego postawę odegrało wychowanie domowe oraz otoczenie polskie, w którym dorastał. Maturę zdał w 1872 r. w Gimnazjum im. św. Marii Magdaleny w Poznaniu, po czym studiował teologię w seminariach poznańskim i gnieźnieńskim. Po zamknięciu seminarium w Gnieźnie (11.5.1875 r.) został skierowany wraz z pięcioma innymi klerykami dla dokończenia nauk na Uniwersytet w Innsbrucku (Austria). Tam po zaliczeniu 6 semestrów został wyświęcony na kapłana 29 czerwca 1875 r.

Wyciąg z Akt stanu cywilnego parafii rzymskokatolickiej św. Marcina w Poznaniu z wpisem urodzin Karola Leopolda Seichtera w 1851 r. z ojca Antoniego i matki Karoliny z d. Zaczyńskiej

W tym czasie trwał już „kulturkampf”, czyli walka kulturowa zaborcy niemieckiego z kościołem katolickim i polskością, dlatego ks. K. Seichert nie mógł podjąć legalnej pracy w parafii. Został więc przydzielony do tajnego Związku Księży Misjonarzy. Nie znamy bliżej przebiegu jego pracy w tym okresie. Zapewne tajny delegat apostolski – ks. Jan Koźmian (1814-1877) posłał go do parafii Oborniki-Kiszewo, gdyż tam ks. K. Seichter zatrudnił się oficjalnie jako kapelan domowy u ziemianina Swinarskiego w Gołaszynie. W 1877 r. został aresztowany i osadzony w więzieniu w Rogoźnie, oskarżony o odprawienie czterech mszy św. czytanych. Sąd tamtejszy uniewinnił go, gdyż celebrował w kaplicy prywatnej. Prokurator wniósł apelację, landrat obornicki zaś nakazał 17.7.1877 r. ks. K. Seichterowi opuszczenie Wielkiego Księstwa Poznańskiego w ciągu trzech dni, czego nie wykonał, ukrywając się. Sąd poznański 10.1.1878 r. utrzymał wyrok uniewinniający. Ksiądz K. Seichert nadal pracował w nieobsadzonej parafii obornickiej, od stycznia 1881 r. osiedlając się w Bąblinie nad Wartą, niecałe 9 km na północny-zachód od Obornik. Podczas swego tam pobytu miał w 1886 r. kolejne dwie sprawy sądowe. W pierwszej oskarżono go o nadużycie ambony. W kazaniu potępił niemieckiego nauczyciela, który w obornickiej szkole uczył dzieci polskie religii po niemiecku. Wzywał też rodziców, aby zabraniali dzieciom odpowiadać w obcym języku. W sprawie tej został uniewinniony, bowiem w tym czasie rodzice mieli jeszcze prawo wyboru języka dla uczenia dzieci religii. W drugiej sprawie skazano go na 20 marek grzywny, z zamianą na dwa dni więzienia za „nieprawne” czynności kapłańskie, tj. odprawianie nabożeństw i głoszenie kazań. Po ustaniu „kulturkampfu” od 1887 r. władze kościelne skierowały go na wikariat w parafii św. Marcina w Poznaniu, gdzie był chrzczony. Stąd 14 czerwca1890 r. przeniesiono go jako administratora parafii w Trzcielu (dekanat zbąszyński), a 23 marca1891 r. otrzymał probostwo w Mieszkowie (dekanat nowomiejski). Ostatnią jego parafią, gdzie pracował do śmierci, były formalnie od 14 czerwca1893 r. Wiry (wówczas dekanat bukowski, obecnie dekanat luboński).

Poznańska karta meldunkowa wikariusza (Vicar) Karola Leopolda Seichtera z wpisami wymeldowania do Bąblina (Bomblin) i Trzciela (Tirschtigel)

Tutaj przez 33 lata proboszczował i czynnie uczestniczył w życiu publicznym. Według informacji zawartych w księgach meldunkowych, z datą 11 grudnia 1897 r. do Wir z Poznania sprowadzili się też rodzice księdza z siostrą Marią. Pozostałe rodzeństwo rozjechało się wcześniej „po świecie”. Siostra Jadwiga w 1890 r. wyjechała do Trzciela, a brat Jan w 1881 r. do Rawicza, następnie 1884 r. do Pleszewa, gdzie mieszkał z rodziną.

Pierwsza strona protokołu zebrania założycielskiego Kółka Rolniczego w Wirach z 23 stycznia 1894 r. rozpoczynającego się słowami (pisownia oryginalna): Dziś zostało zawiązane kółko Rólnicze we Wirach na Parafią Wiroską. Na które raczył naz zaszczycić swą obecnością Szanowny Patron M. Jackowski. … Spisany przez sekretarza – Jana Magera, podpisany przez inicjatora i prezesa – ks. Karola Seichtera

Ks. K. Seichter pełnił ponadto dodatkowe funkcje w kościele. Od 1902 r. był notariuszem dekanalnym i od 1905 r. prodziekanem, a w latach 1906-1925, po ks. Janie Fligierskim (1839-1905), dziekanem dekanatu bukowskiego. Od 1902 r. piastował też tytuł honorowego radcy duchownego.

Podczas pracy w Wirach, obok duszpasterskich zajęć parafialnych i dziekańskich, prowadził szeroką działalność społeczną. W 1894 r. założył tutaj Kółko Rolnicze i kierował nim jako prezes przez cztery lata, od założenia do 1898 r., kiedy zastąpił go na tym stanowisku Józef Thomas (1843-1931) – zarządca folwarku Cieszkowskiego w Żabikowie. Czynnym członkiem tej organizacji pozostał jednak do końca. Ks. K. Seichter był propagatorem stosowania nawozów sztucznych, organizował zwiedzanie gospodarstw członków oraz dalsze wycieczki do wzorcowych gospodarstw (np. w 1913 r. na Kujawy). Uczestniczył też aktywnie w sejmikach tych kółek na szczeblu powiatu poznańskiego. W 1896 r. przebywał w Halle (diecezja Paderborn), gdzie prowadził duszpasterstwo wychodźców Polaków. W związku z bliskością Poznania udzielał się także w organizacjach na terenie miasta. Między innymi należał od 1899 r. do Towarzystwa Antyhazardowego w Poznaniu i zasiadał w komitecie wiecu, jaki odbył 16.6.1901 r. w Bazarze poznańskim przeciwko szerzącemu się pijaństwu i hazardowi karcianemu. W 1905 r. wstąpił do „Straży”. Uczestniczył m.in. w jej zebraniu dla powiatu poznańskiego 8.10.1905 r. w Stęszewie. Aktywny był również podczas strajku szkolnego, w listopadzie 1906 r., przemawiając w obronie polskiej nauki religii na tzw. wiecu bamberskim na Dębcu (w Poznaniu). W 1907 r. zwołał wiec w Wirach w sprawach szkolnych, wygłaszając dłuższe przemówienie. Wówczas to podjęto rezolucję o wysłaniu protestu do ministerstwa wobec wstrzymania przez rejencję dotacji dla gminy szkolnej w związku z trwającym w Wirach strajkiem szkolnym. Był czynnym członkiem polskiego Komitetu Wyborczego na powiat zachodni poznański. Brał udział w lokalnych akcjach wyborczych i wiecach protestacyjnych. Znajdował się w komitecie walnego wiecu 4.5.1908 r. w Poznaniu, zorganizowanego w proteście przeciwko antypolskim ustawom wyjątkowym. Podczas zebrania wyborczego w Komornikach 27.6.1909 r. wybrano go na czteroletnią kadencję do Komitetu Wyborczego. Działał też w Komitecie Towarzystw Czytelni Ludowych na powiat poznański, był również od 4.3.1889 r. członkiem Wydziału Historyczno-Literackiego Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Ponadto pełnił funkcję członka nadzwyczajnego Kasy Bratniej Pomocy w Berlinie i Charlottenburgu, wspierającej akademików Polaków w Rzeszy Niemieckiej.

Sporządzona osobiście przez ks. Karola Seichtera informacja napisana poprawną ówczesną polszczyzną na płótnie o wymiarach ok. 23,5×74 cm, zamieszczona w kopule na szczycie wieży kościelnej podczas budowy świątyni w grudniu 1899 r., podpisana także przez Wawrzyna Barcikowskiego (mistrza murarskiego i ciesielskiego) oraz Andrzeja Linke (mistrza ślusarskiego). Dokument odkryto podczas remontu dachu w sierpniu 1996 r.

Mimo gorliwości społecznikowskiej miał raczej usposobienie konfliktowe, o czym świadczą toczone przezeń spory z różnymi osobami czy zażalenia części parafian do władz kościelnych a także animozje z kolejnymi wikariuszami. Np. w 1910 r. napisano z Wir do poznańskiego „Postępu”, że w kwietniu tr. wzywał z ambony, aby nie głosować w wyborach na kandydatów na posłów z obozu mieszczańskiego, ze wskazaniem na robotników – Sosińskiego i Nowickiego, przy czym jego dosadne słowa uznano za obraźliwe. W następnym roku żalono się z kolei redakcji „Postępu” na apodyktyczne traktowanie parafian. Delegacja 11 osób 22.5.1918 r. była u arcybiskupa ze skargą na niewłaściwy stosunek plebana (czyli proboszcza) do parafian i wikarego. Podobne incydenty miały miejsca w całym okresie jego pobytu w Wirach. Racje zapewne leżały gdzieś pośrodku – wyemancypowany lud podpoznański był niepokorny, proboszcz zaś nieustępliwy, jak np. w sprawie umiejscowienia nowego cmentarza w Wirach. Ze zmiennym skutkiem nakłaniał np. tamtejsze Towarzystwo Przemysłowe, którego był także patronem, by obradowało w salce parafialnej, tymczasem młodzi „przemysłowcy” prezentowali swoje amatorskie teatrzyki w karczmie. Był poza tym patronem Katolickiego Towarzystwa Robotników Polskich w Wirach, liczącego w 1913 r. 105 członków. Przez władze pruskie określany jako „niepewny politycznie” czy wręcz „polski agitator”, pod którego kierunkiem obradowały polskie stowarzyszenia w Domu Katolickim w Wirach, znajdującym się naprzeciw kościoła, po północnej stronie jezdni, a zbudowanym przez ks. K. Seichtera w 1906 r.

Zwieńczenie wieży kościoła św. Floriana w Wirach – miedziana kopuła z krzyżem wykonane przez firmę ślusarską Markowski&Linke z Poznania, w której umieszczono płótno ze spisaną przez ks. K. Seichtera informacją dla potomnych. Jedną z końcowych fraz umieszczonego tam przesłania duszpasterskiego jest zdanie: Aby to godło zbawienia ku niebu sterczące drogowskazem było dla wszystkich tej parafii dzieci! – napisał w 1899 r. ówczesny proboszcz   fot. Piotr Ruszkowski

Podczas I wojny światowej wykazywał ofiarność na rzecz dotkniętej głodem ludności Królestwa, przekazując w 1916 r. na ten cel 1 000 marek, zbierał też w 1917 r. składki na bezdomne ofiary wielkiej wojny. Od 1917 r. ks. K. Seichter należał do Związku Towarzystw Dobroczynności „Caritas” w Poznaniu, jak też do wcześniejszego Związku z lat 1907-1910.

W okresie Powstania Wielkopolskiego 1918-1919, z racji wieku oraz pełnionej funkcji, nie walczył z bronią w ręku, lecz czynnie wspierał, namawiał i pomagał w organizowaniu przez Antoniego Szyftera (1880-1944) ochotników z Wir, Lasku, Łęczycy itd., którzy dołączyli w Dopiewie do batalionu powiatu zachodnio-poznańskiego dowodzonego przez por. Andrzeja Kopę (1879-1956) i tworzyli 1. Kompanię, zwaną fabianowską. Oddział ten wszedł następnie w skład 10. Pułku Strzelców Wielkopolskich, który po reorganizacji Armii Wielkopolskiej przemianowano na 68. Pułk Piechoty Wielkopolskiej, walczący później na wschodzie: froncie wołyńskim, litewsko-białoruskim, ofensywie kijowskiej czy bitwie warszawskiej 1920 r. – nazywanej „Cudem nad Wisłą”.

Wiry – zdjęcie wykonane przed nowym kościołem 2.03.1904 r. Ks. proboszcz Karol Seichter siedzi w środku (oznaczony numerem 4!) poza nim w pierwszym rzędzie – członkowie dozoru kościelnego z okolicznych wsi: Jan Anioła (1!), Antoni Gensler (2?), Szczepan Pawlicki (3?), Józef Thomas (5!), Michał Hossa (6!), Maciej Mączyński (7!). W 2. i 3. rzędzie stoją przedstawiciele reprezentacji parafialnej: Wojciech Patz (8?), Wawrzyn Kaczmarek (10), Michał Płotkowiak (11), Marcin Stachowiak (14), Florenciusz Iczakowski (15), Andrzej Remlein (18), Jakub Chudzicki (19), Jan Mager – przewodniczący (20), Marcin Cegłowski (22) nierozpoznani nadal to: Tomasz Chwirot, Józef Pilaczyński, Michał Serkowiak, Jan Dobieżyński, Paweł Rybarczyk, Jakub Rausch, Antoni Kubala, Michał Ratajczak, Walenty Wojtyniak (wg wpisu do albumu kościoła wirowskiego, przekazanego parafii w 1999 r. przez Jerzego Czartoryskiego)

W latach II Rzeczypospolitej ks. K. Seichter był członkiem Sejmiku Powiatowego. W parafii wirowskiej zorganizował jeszcze w 1923 r. chór. Nie poszedł na emeryturę, pracował do końca swoich dni. W nekrologach podnoszono jego energię i żywotność umysłu, pogodę ducha oraz pobożność. Na uwagę zasługuje też piękna polszczyzna, którą się posługiwał w mowie i piśmie, czego dowodem może być m.in. spisana na płótnie w 1899 r. informacja dla przyszłych pokoleń umieszczona w kopule na wieży budowanego kościoła. Z innych ciekawostek – wspomnień najstarszych parafian – wiemy, że ks. Karol Seichter miał w kieszeni, zawsze przy sobie, metalowe pudełeczko z tabaką owinięte kolorową chustką. Zażywał jej np. bezpośrednio przed kazaniem, wchodząc na ambonę, a nos zasłaniał wówczas dużą czerwoną lub niebieską chustką. Miał też swoje powiedzonko „dziura w moście” – stosował je np. podczas nauki religii, gdy uczeń nie potrafił poprawnie odpowiedzieć na zadane pytanie lub czegoś zapomniał.

Nekrolog od siostry Marii o treści (pisownie oryginalna): Dnia 11 lutego r. 1927 o godzinie 10.15 wieczorem zasnął w Bogu opatrzony Sakramentami św. mój najukochańszy brat / Ks. Radca Karol Seichter / emeryt, dziekan i proboszcz Wirski przeżywszy lat 75. / Eksportacja do kościoła parafialnego odbędzie się w poniedziałek dnia 14 lutego o godzinie 4. Pogrzeb we wtorek rano o godzinie 10. / W smutku pogrążona / siostra i rodzina. / Powóski oczekiwać będą we wtorek rano o godz. 8 na dworcu w Puszczykowie. Dworzec w Wirach powstał dopiero krótko przed II wojną światową

Zmarł w 76. roku życia, 53. roku kapłaństwa, 35. roku posługi duszpasterskiej w parafii wirowskiej – 11 lutego 1927 r. o godzinie 22.15. Pochowany został 15 lutego na cmentarzu w Wirach w okolicy obecnego dworca kolejowego. Prawdopodobnie był to jeden z ostatnich pochówków w tym miejscu. Za proboszczowania ks. Jana Ksyckiego (1919-1990) w latach 1964-1971, szczątki ks. K. Seichtera wraz z pomnikiem przeniesiono na cmentarz przy ul. Poznańskiej – bliżej świątyni, gdzie spoczywa do dziś. Miejsce po dawnym cmentarzu pomiędzy torami a ul. Laskowską pozostawiono jako park, któremu patronuje ks. Karol Seichter. Okolicznościowy kamień informujący ufundowała Rada Sołecka Wir z sołtysem Dominikiem Występskim. Uroczystego poświęcenia dokonał 29 listopada 2015 r. ówczesny proboszcz parafii – ks. kan. Kazimierz Szachowicz.

Tablica nagrobna ks. Seichtera na cmentarzu w Wirach oraz umieszczona przy grobie informacja o zaliczeniu Karola Seichtera w poczet Powstańców Wielkopolskich 1918-1919   fot. Piotr P. Ruszkowski

Z ważniejszych materialnych dóbr, ks. Karol Seichter pozostawił w Wirach zbudowany w 1900 r. murowany kościół oraz dom parafialny postawiony w 1906 r. Wzbogacił ówczesną parafię o trzy kaplice – kościółki w: Żabikowie, Puszczykowie i na Dębcu, gdzie także w 1924 r. otworzył nowy cmentarz przy ul. Samotnej. Jako inspiratora i działacza wielu organizacji żywo zatroskanego nie tylko o naukę i wiarę wśród Polaków żyjących od pokoleń pod pruskim (niemieckim) zaborem, z pewnością zaliczyć go można do wielkopolskich organiczników „Najdłuższej wojny nowoczesnej Europy” przełomu XIX i XX wieku. Niech dla współczesnego pokolenia będzie przykładem i wzorem pracy formacyjnej oraz organizacyjnej wykonywanej dla dobra wspólnego.

Przy skwerze na ul. Dworcowej w Wirach, pod starym dębem, głaz o wysokości 110 cm, na którym zamieszczono tablicę informacyjną o wymiarach 65x70x2 cm, z grawerowanym złoconym napisem: Park / im. ks. Karola Seichtera / Dziekana i proboszcza / w latach 1893-1927, / budowniczego / parafialnego kościoła / w Wirach. / W tym miejscu / w I połowie XX wieku / był cmentarz katolicki. / Anno Domini 2015, uroczyście odsłoniętej i poświęconej w listopadzie 2015 r. Na zdjęciu od lewej: Wiktor Cegiołka, Grzegorz Kolasiński i Romuald Komischke   fot. Piotr P. Ruszkowski
W pobliżu skrzyżowania ścieżki prowadzącej od okolicznościowego kamienia z duktem w kierunku torów kolejowych, Wiktor Cegiołka wskazuje miejsce, gdzie wg pamięci najstarszych mieszkańców Wir miał znajdować się pierwszy grób zasłużonego, nie tylko dla lokalnej społeczności, ks. Karola Seichtera   fot. Piotr Ruszkowski
Dom Katolicki w Wirach naprzeciw kościoła, po północnej stronie jezdni, zbudowany przez ks. K. Seichtera w 1906 r.

– Na bazie: Leszek Wilczyński – „Księża społecznicy w Wielkopolsce 1894-1919” Słownik biograficzny, tom III, pod red. ks. Leszka Wilczyńskiego i Hieronima Szatkowskiego, Gniezno 2008; „Luboń i okolice – dzieje osadnictwa i dziewięciu parafii” Stanisław Malepszak, Luboń 2005; „200 lat oświaty w Luboniu”, Stanisław Malepszak Piotr. P. Ruszkowski, Luboń 2008; „Nasze Wiry” Michał Gryczyński, Poznań 2000; „Lubonianie w Powstaniu Wielkopolskim 1918-1919” pod red. Piotra Ruszkowskiego i Janusza Karwata, Luboń 2018; Archiwum Państwowe w Poznaniu: księgi meldunkowe miasta Poznań, Urząd Stanu Cywilnego Wiry, księgi parafialne św. Marcina w Poznaniu.

Piotr Ruszkowski – Repozytorium Historyczne Miasta Luboń

Wiktor Cegiołka – Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Komornickiej