Mager Marianna z d. Jarzębowska(1865-1935)
W 120. rocznicę Wiecu Kobiet Wielkopolskich – wspomnienie laskowianki w zbliżającą się 160. rocznicę jej urodzin i 90. rocznicę śmierci

Marianna Jarzębowska, po mężu Mager urodziła się 8 sierpnia 1865 r. we wsi Miękowo koło Owińsk[1]. Jej rodzicami byli: gospodarz (Wirth) z Miękowa – Wojciech Jarzębowski i Zofia z d. Kosmowska[2].
Rodzeństwo Marianny to m.in. starsi bracia: Stanisław (1848-?)[3]; Franciszek (1850[4]-?); Jan (1853-1862); Szymon (1856-1857); Ignacy (1859[5]-?)[6]; Józef (1861[7]-?)[8]. Wszystkie dzieci były chrzczone w kościele parafialnym w Owińskach. Można domniemywać, że po śmierci męża Wojciecha, owdowiała Zofia Jarzębowska sprzedała gospodarstwo w Miękowie i zamieszkała przy rodzinie.
Marianna Jarzębowska wyszła za mąż 7 lutego 1889 roku za Jana Magera (1864-1939)[9]. Małżonkowie Jan i Marianna Magerowie mieli 11 dzieci: Najstarszy syn Stanisław Andrzej (1889-1915)[10] zginął podczas I wojny światowej, jako żołnierz armii pruskiej. Służył w 47. Pułku Piechoty. Podczas walk na froncie zachodnim 16.02.1915 r. został ciężko ranny. Zmarł 10.03.1915 r. w lazarecie w Neunkirchen (Saarbrücken) w wieku 25 lat. Ignacy Jan (1891-1891) żył niespełna rok[11]; Pelagia (1892-1892) żyła miesiąc[12]; Helena Kazimiera (1893-?)[13] po mężu Błoszyk; Jan (1895[14]-1952)[15]; Stefan (1896[16]-1917)[17] podobnie jak Stanisław zginął na I wojnie 29.03.1917 r. w okopie na froncie wschodnim – na Górze Łysonia koło Brzeżan (pod Lwowem)[18]. Wszyscy powyżej urodzeni na Świerczewie. Następnie Adam (1898[19]-1899[20]) urodzony na Dębcu, żył 2 miesiące. Kolejne dzieci rodziły się już w Lasku: Weronika (1900-1983)[21] wyszła w 1927 r. za mąż za Stanisława Kaczmarka – przejęli po rodzicach gospodarstwo w Lasku[22]; Józef (1902[23]-1955)[24]; Czesław (1905[25]–1945); Edward (1907[26]-1975[27])[28]. Dzieci Jana i Marianny Magerów wychowywane były w kulcie pracy, głębokiego patriotyzmu i służbie dla dobra wspólnego (publicznego). Wszyscy wykształceni.
Rodzina Jana i Marianny Magerów mieszkała najpierw na Świerczewie, przy dzisiejszej ul. Opolskiej 14 (naprzeciw przejazdu kolejowego), skąd na przełomie wieków przenieśli się do Lasku na ul. Sobieskiego 24 (obecnie adres: ul. Sobieskiego 52), gdzie zakupili około15-hektarowe gospodarstwo[29].
Marianna Mager jak na chłopkę była nieprzeciętną kobietą, o czym świadczyć będzie jej odwaga, wrodzona inteligencja czy umiejętność wysławiania się. Cechy te Marianna, której los poskąpił formalnego wykształcenia, ujawnia, gdy jako prosta włościanka z Lasku walczy publicznie z pruskim zaborcą o język polski w szkole, religię i prawa Polaków – wartości tak potrzebne dla przetrwania w czasie niemieckiego zaboru i prowadzonej polityki Kulturkampfu[30].
Temperament i troska o religijne oraz patriotyczne wychowanie dzieci skłoniły ją do wstąpienia do powstałego w 1894 r. w Poznaniu Towarzystwa Wzajemnego Pouczania się i Opieki nad Dziećmi „Warta”, którego celem była obrona języka polskiego i kultury narodowej przed zagrożeniem niemieckim. Towarzystwo prowadziło oficjalnie m.in.: przedszkola; szerzyło wiedzę pedagogiczną wśród matek; organizowało uroczystości i zabawy; uczyło zasad oszczędnego gospodarowania. Poza tym prowadziło wypożyczalnie książek polskich i popierało domowe nauczanie. Propolskie działania „Warty” wywoływały u władz pruskich reakcje w postaci nakładania kar pieniężnych, a także aresztowania nauczycielek. Przeciw takim posunięciom „Warta” zorganizowała w marcu 1899 r. w Poznaniu wiec protestacyjny, na który przybyło kilkaset kobiet.
Wiec kobiet – marzec 1899 r.
Poznańska prasa podawała wówczas, że kobiety wiejskie pod przewodnictwem Walerii Ewald, Marianny Mager i Agnieszki Urban przybyły w uroczystych procesjach z okolicznych wsi, aby domagać się uwolnienia więzionych nauczycielek i prowadzenia nauczania w języku ojczystym. Władze pruskie były bezsilne, nie chciały prowokować zamieszek, aresztując kobiety często z małymi dziećmi na ręku lub ciężarne.
Drugi wiec – maj 1900 r.
Jeszcze liczniejszy był udział Polek w wiecu organizowanym w maju 1900 roku. Stowarzyszenie opublikowało najpierw w kilku gazetach poznańskich odezwę o następującej treści (pisownia oryginalna):
Odezwa!
Celem wspólnej narady nad środkami najskuteczniejszej obrony dzieci naszych, usuwanych od nauki języka polskiego, a przede wszystkiem od nauki religii w języku ojczystym, wzywamy wszystkie Polki z całej dzielnicy naszej na wiec kobiet wielkopolskich, który odbędzie się w Poznaniu w dzień Wniebowstąpienia Pańskiego 24 maja rb. Godzinę i miejsce podamy później.
Porządek obrad:
1) Zagajenie.
2) Referaty.
3) Uchwały.
Msza św. na intencyą wieca odprawi się rano o godz. 9 w kościele farnym.
Odezwę oprócz Marianny Mager z Lasku podpisały z Górczyna: Jadwiga Bajerlein, Jadwiga Hossa, Katarzyna Kayserowa, Stanisława, Helena i Barbara Leitgebrowe, Maryanna Rauschowa; Z Dębca: Antoniowa Genslerowa, Kaźmierzowa Muthowa; z Jeżyc – Jeskowa. Warto tu zwrócić uwagę, że wśród podpisanych niemal wszystkie nazwiska to potomkowie przybyłych w pierwszej połowie XVIII wieku osadników z okolic Bambergu. katolików sprowadzonych przez władze Poznania mających zasiedlić opustoszałe wsie zniszczone na skutek wojny północnej i epidemii. Oto jeden z dowodów asymilacji tych przybyłych z dalekiej Bawarii rodzin w kulturę polską. O poświęceniu i determinacji Marianny Mager w narodową sprawę niech świadczą fakty. W maju 1900 r., gdy brała udział w kolejnym wiecu, była mężatką z 11-letnim stażem po siedmiu porodach, z pięciorgiem dzieci na wychowaniu (dwoje zmarło), najstarszy – Stanisław miał wówczas10 lat, najmłodsza Weronika nie miała jeszcze pół roku, urodziła ją 5 stycznia 1900 r.
Przebieg wiecu na którym przemawiała m.in. Marianna Magerowa, opisała gazeta „Postęp” w sobotę 26 maja 1900 r.[31] – Wczorajszy wiec kobiet wielkopolskich na sali Lamberta[32] był wspaniałą manifestacją narodową, na rzecz uciśnionego i prześladowanego naszego języka ojczystego. Obszerna sala nie mogła pomieścić ani połowy uczestniczek przybyłych na wiec, kto się spóźnił, już nie mógł się dostać do nabitej sali. (…) Kobieta polska w pierwszym rzędzie dziś ma być nauczycielką i krzewicielką mowy polskiej, a kiedy im zakazują i na kary wskazują za to, że uczą prywatnie i bezpłatnie czytania i pisania polskiego, to słusznie czują się pokrzywdzone w swych najświętszych prawach i dają temu wyraz publicznego niezadowolenia i oburzenia. (…) Najwymowniejszą mówczynią była jednakże gospodarzowa Magier z Lasku, która tak wymownie malowała donośnym głosem i wyraziście stosunki szkolne na wsi i mitręgę, jaką rodzice mają stąd, że dziecko nie uczy się polskiego czytania i pisania. Obecny system szkolny wychowuje tylko zdziczałą młodzież obojga płci. W ogólności przemówienie tej dzielnej wieśniaczki w stroju wiejskim stojącej na mównicy czyniło niezwykłe wrażenie, gdy z taką swobodą, śmiałością i treściwie upominała się za nauką języka polskiego. To też co chwila za dosadniejszym zwrotem zrywały się formalne burze oklasków, gdy ta gospodarzowa przemawiała. Mimo woli nasuwa się myśl, że gdy język polski znalazł takie obronicielki, które publicznie za nim się ujmują, kiedy tego potrzeba, to wszelkie zakazy o jego wyniszczenie pójdą na marne. (…) W końcu postanowiono wydać petycyą do sejmu, którą zaraz na sali podpisywano, również przyjęto rezolucye. Cały przebieg wieca był poważny i czynił imponujące wrażenie, a wytrwanie przez blisko trzy godziny na sali szczelnie zapełnionej i pełnej tropikalnej gorączki dowodzi, jaką miłością są przejęte nasze kobiety do języka ojczystego. Dawniej kobiety nie byłyby tak licznie poszły na zebranie publiczne, a dziś nie tylko że przybywają, ale jeszcze prawią tak jak najwymowniejsi kaznodzieje. Na wiecu zauważono także bardzo wiele kobiet wiejskich.


W podobnym tonie relacjonował „Dziennik Poznański” (nr 119):
Bo oto rzecz u nas dotąd niebywała, na mównicy ukazała się czystej krwi włościanka, gospodyni Magerowa z Lasku pod Poznaniem, aby mówić o obowiązkach matki, zupełnie bez tremy i z pewnością siebie, jakby była na setkach wieców przemawiała, wystąpiła dzielna włościanka, aby publicznie zaprotestować przeciw twierdzeniom ministrów, jakoby lud nie odczuwał dziejących się mu krzywd. Trzymała prawie pół godziny na uwięzi uwagę słuchaczek, wywołując każdem słowem nastrój coraz podnioślejszy i gorętszy. Jędrny sposób przedstawiania rzeczy i różne cięte uwagi, np. o języku sztywniejącym dzieciom polskim przez opaczne uczenie ich niemczyzny, ogromnie się zebranym podobały, tak, że sala co chwila wybuchała radością przy akompaniamencie braw i oklasków. Mowę swoją zakończyła dzielna włościanka słusznem twierdzeniem, że Polki nie chcą od rządu niczego innego, jak tylko tego, żeby stosował się do zasady: „Co tobie niemiło, nie czyń drugiemu” Wiec zakończono jednogłośnie przyjętą rezolucją o powinnościach Matek-Polek względem religijnego i patriotycznego wychowania dzieci.
Trzeci wiec – październik 1904 r.
W cztery lata później 30 października 1904 r. miał miejsce kolejny III Wiec Kobiet Wielkopolskich w Poznaniu, na którym Marianna Magerowa wystąpiła z referatem w obronie polskiego stanu posiadania zatytułowanym „Swój do swego”.[33]
Wystąpienie Marianny Magerowej rozpoczyna się od przedstawienia zagrożenia ze strony pruskich władz zaborczych.
„Swój do swego” – oto hasło nasze, które powinno odbijać się bezustannie o uszy każdego Polaka i zaryć głęboko w sumieniu jego. Jesteśmy narodem podbitym i utraciliśmy wolność swoją polityczną, ale mamy w Traktatach Wiedeńskich zagwarantowane uroczyście przez monarchów pruskich, prawa równouprawnienia. Lecz niestety! przeciwnie się dzieje. Mężowie stojący u steru rządu wzięli sobie za zadanie, iż prawo przed siłą ustąpić musi. I w tych to swoich zapędach postępują już kilka lat; co rok to nowe prawa wyjątkowe tylko dla nas Polaków kując, chcąc nas przez to z powierzchni ziemi znieść, lecz my Polacy, jako naród, mamy przecież również racyją bytu…
Dalej wzywa, by solidarności uczyć się od innych nacji i pozbyć się nieufności czy podejrzliwości wobec polskich przedsiębiorców.
…Najprzód, jeżeli nie wiemy, jak postępować, to przypatrzmy się tylko obcym. Jak oni to jedni drugim życzą, jak to u swego kupują, jak swemu robotę oddają i w ogóle każdym sposobem starają się ludzi i pieniądze w swoją kieszeń naganiać. A my jak się zachowujemy? Założy Polak kupiec skład czy to łokciowy czy kolonialny lub w gałęzi przemysłu, jak my go mało popieramy; nie mamy do niego zaufania, ale bądźmy pewni, że on założył swój interes oparty na wiadomościach i doświadczeniach zdobytych w pierwszorzędnych składach i domach towarowych, a urządziłby go jeszcze lepiej, podług najnowszej mody, gdybyśmy go wszyscy jak jeden, popierali. Wielu idzie już za głosem sumienia: „Swój do swego” i sława im za to! ale dużo bardzo nie ocknęło się jeszcze z letargu nieżyczliwości i lgną duszą i ciałem do obcych, a co najgorzej postępują sobie ci, którzy kupują rzeczy święte u żydów lub ewangelików, jak: gromnice, kropielnice, obrazy św., różańce, książki do nabożeństwa; mówią – dostanę taniej…
Radzi, jak pozyskiwać klientelę, zwiększając asortyment towarów i zwiększonym wysiłkiem, energią sprostać obcej konkurencji.
…Tłumaczy się niejedna z pań, z gospodyń albo kobiet wiejskich, iż nie może dobrać u swego fartucha albo chustki. Jedno – za drogie, drugie – nieodpowiednie wzory, trzecie – ciasne, więc musi iść do żyda. Panowie kupcy, weźcie sobie pod rozwagę, sprowadźcie ten towar, co go obcy ma, a będziecie w możności zadowolić nasze niewiasty temi deseniami, co im w głowie krążą, bardziej jak w jakiej fabryce, a zobaczycie, że niejedne dziesiątki marek zatrzymacie tygodniowo w swej kieszeni, przede wszystkiem od naszych gospodyń z okolicy. Trzeba nam wiedzieć, iż wiele z nich już u naszych, swe zakupna załatwia, ale musimy się starać je wszystkie pozyskać…
Marianna z Lasku przestrzega też przed rozrzutnością, życiem ponad stan, co prowadzi do zadłużania się i wywołuje niezgodę w rodzinie.
…Co do kupowania, to na tym punkcie muszę zalecić jak największą oszczędność, bo trzeba nam wiedzieć, iż nasze niewiasty są bardzo rozrzutne. Idźmy tylko na Śląsk lub na zachód, przypatrzmy się gospodyni, co ma 200 lub więcej mórg ziemi, jak ona wygląda w swym stroju, nie różni się niczem od żony rzemieślnika wiejskiego. Ale za to jej majątek przyrasta, a tu przeciwnie; komu szczęście posłużyło, ten się sadzi nad stan, a komu nie, ten długi zaciąga, byle bogatemu dorównać, byle się pokazać! Żyjemy w tak ciężkich czasach, a nasza niewiasta skoro zobaczy nową sztukę materyi[34] w oknie, dalejże z niej na spódnik[35] kupować, choć za ostatni grosz, bo ładny będzie, nikt jeszcze takiego nie ma, choć mi niepotrzebny, ale ja już się przed mężem wykręcę i to jakoś pokryję; kiedy może mieć tamta, to ja też nie gorsza. A mąż biedak nadciąga swego dochodu na wszystkie boki, żeby koniec z końcem jakoś związać, ale jak to tej sztuki dokazać, kiedy żona wciąż głowę suszy, a czasami jeszcze para córek pomaga. Co robi taki mąż lub gospodarz? Co mówi na taką gospodarkę? Oto panuje codziennie kłótnia, niezgoda w domu, a jak mu się naprzykrzy, wynosi się, – naturalnie – wtenczas do knajpy i przepija swoją cząstkę, która niby jego była…
Prelegentka kieruje swe uwagi także do ziemian i chłopów, by maszyny rolnicze kupowali u rodzimych, polskich producentów.
…Zajrzyjmy też do dworów na wsi, skąd ich maszyny i narzędzia rolnicze? Nie u wszystkich, ale u wielu można czytać obce firmy na maszynach i na różnych sprzętach gospodarskich; czy to nie mamy swoich fabryk? Wejdźmy teraz pomiędzy mniejszych gospodarzy; nie mogę tego zarzucić wszystkim, ale jest wielu takich zacofanych, którzy nie zważają na straty naszego przemysłu. Gdy agent do wsi przyjdzie, pół dnia i jeszcze całą noc do siebie z gospodarzem przepijając, zapisują: maneże, młockarnie, drylowniki, sieczkarnie, kosiarki, wialnie, słowem wszystko, co potrzebują, a skąd? Z Gessen, Liegnitz, Lesser i jak się tam wszystko nazywa. A przecież w naszej fabryce, za te same ceny i pod temi samymi warunkami, tej łaski dostanie, a gdy się jaka część popsuje, dalej trzeba ją aż na miejsce posyłać i całe tygodnie na nią czekać, bo oni się spieszyć nie będą, skoro pieniądze w kieszeni mają…
Wyrzuca rodzimym kupcom lekceważenie i brak szacunku wobec klientek, z tej tylko racji, że pochodzą ze wsi.
…Narzekamy, że nas germanizują, nieprawda, w takim razie my się sami germanizujemy. W wielu przypadkach ma też i publiczność słuszność, iż na kupiectwo polskie narzeka. Bo nie mogą kupcy żądać, abyśmy opłacali patryotyzm, kieszenią. Nie zawsze i nie wszyscy starają się jak powinni publiczność obsłużyć, nie mam na myśli honorów i słodkich słówek żydowskich, ale pozostaje mi na niejedno zwrócić uwagę. Przypatrzyłam się temu wiele razy, mnie się to samej zdarzyło. Gdy wnijdzie gospodyni wiejska do składu lub też niewiasta z miasta, najprzód bywa zmierzoną wzrokiem od stóp do głowy. Dość razy pryncypała nie ma w handlu, subjekt skinie na ucznia, ażeby wyekspedyował przybyłą, bo jemu się nie chce fatygować dla wiejskiej kobiety…
Doceniając wiodącą na polskiej wsi rolę ziemiaństwa, Marianna czyni wyrzuty tym, którzy zaniedbują swoje majątki i odsprzedają je pruskim komisjom kolonizacyjnym.
…Mamy na szczęście w wielu panach naszych prawdziwych ojców wiejskiego ludu, ojców, którzy starają się lud oświecać i pouczać, czują zarówno, co go boli, pragną mu osłodzić gorzkie chwile życia; cześć im, sława, za to; ażeby było takich coraz więcej! Lecz mamy i takich, co zaprzepaścili ojcowiznę, są na krawędzi jej zaprzepaszczenia, a nasz robotnik szuka chleba u obcych. A gdy już się ojcowizny pozbyli, czem się stają? Ostatnimi zdrajcami, to jest pokątnymi agentami komisji kolonizacyjnej; faktor[36] z polskiem nazwiskiem łatwiej wieś dla komisyi wyłudzi, a sprzedawczyk też mu rad, bo może się wykłamać, że myślał, iż ojcowiznę rodakowi sprzedaje. Oh! Szanowne Wiecowniczki, jaka to nikczemna, taka frymarka[37]!…”
Stanowczo piętnuje wyjazdy bogatszych sfer do zagranicznych kurortów i szastanie tam pieniędzmi, które można by obrócić na pożyteczne cele, tu w kraju.
…Na mój prosty rozum, ile by to ziemi za te pieniądze mogło być uratowane lub zatrzymane! Niejeden wielki majątek mógłby się znajdować w korzystnem położeniu, gdyby nie zbytnia rozrzutność i dogadzanie sobie. Z jakiemi to ogromnemi sumami opuszcza mąż żonę, młodzieniec dom rodzicielski, udając się niby dla poratowania zdrowia, na Zachód. A gdzie? Do Monte Carlo, do Monaco. Choć oni tam nie wszyscy od nas, ale zawsze – Polacy, to bardzo smutne, bo choć z innych dzielnic Polski, ale to nasi Rodacy, nasza polska krew. Potraciwszy majątki, przywożą do domu, nie zdrowie, ale śmierć w zanadrzu. Niech więc szanowni panowie i panie kontentują się teraz naszem polskiem niebem, niech nie uciekają pod włoskie przyjemniejsze, boć kiedyśmy gospodarze i robotnicy na wsi pracujący z dziećmi od 4 rana do 10 wieczorem, nieraz przy 30 stopniach ciepła, nie upiekli się, to i państwo w parku, też będą mogli wytrzymać, a za te oszczędności, można by niejedno ulepszyć i dolę robotnika wiejskiego złagodzić…
Marianna Mager ostrzega jeszcze przed zagrożeniem dla egzystencji polskiego narodu.
…Stała Ojczyzna nasza niegdyś u szczytu potęgi i była prawdziwem przedmurzem chrześcijaństwa, zasłaniającym Europę od zalewów pogańskich, lecz upadła, bo niezgoda i swary domowe, brak bratniej miłości były onym nożem, krającym Ojczyznę naszą na trzy części, a my dziś pokutujemy, za winy przodków naszych. Pamiętajmy jednak, że upaść może naród wielki, ale zginąć tylko naród nikczemny. Bóg miłosierny tyle nam zsyła hartu ducha, iż już wrogowie nasi się dziwią, skąd nam go staje…
Podkreśla rolę oświaty i potrzebę jej szerzenia, pracy organicznej i jej znaczenie także dla zachowania spoistości rodziny.
… Więc żądam tu z tego miejsca więcej uszanowania dla stanu wieśniaczego, niech nas nie łączy moda lub strój, lecz cnotą, oświatą, duchem się łączmy. Starajmy się, tak po wsiach jak w mieście, naszym paniom, które pragnąć nam ulżyć w wychowaniu dzieci, zakładają ochronki lub domy pomocy, odwdzięczyć się, jak największem zaufaniem. Nie możemy wprawdzie wszyscy z tych instytucyi korzystać, bo nie mamy pomiędzy sobą tych szlachetnych opiekunów, lecz pomimo to, dążmy do oświaty, do czytania gazet i książek pożytecznych, starajmy się utrzymać mężów, synów i córki w domu, starajmy się wzbudzić w nich miłość do swej ojczyzny lub do wioski, w której się rodzili, a może tym sposobem niejednego lub niejedną uda nam się odwieść od wychodźstwa w strony obce, czysto protestanckie…
Kończy swe wystąpienie, wyrażając głębokie wewnętrzne przekonanie o wartości polskich tradycji i pewności posiadania swego miejsca na ziemi.
…Co na Zachodzie? Jadą na zachód, dają się wyzyskiwać na różne sposoby agentom, którzy im obiecują złote góry, a nasi, jedni radzi, aby się wydobyć spod oka rodzicielskiego, drudzy, aby jak najprędzej najeść się tej zachodniej kultury, zaniedbują nasze stare zwyczaje, które my tu tak szanujemy. Tam nie masz ani wody święconej, ani gromnicy, aby cię w ostatnią godzinę śmierci mogli obecni, jeżeli tam masz swoich przy sobie, pokropić lub ci zaświecić; nie usłyszysz z wiejskiego kościółka dzwonka wzywającego na Anioł Pański. Po cóż nam wychodzić w świat za chlebem? Tu nasze miejsce. Komisja kolonizacyjna napełnia je landsmannami[38] z całego świata zebranymi. Przypatrzmy się ich cywilizacyi i stosunkom majątkowym, jak oni do nas wyglądają? Nie my od nich, lecz oni od nas kultury się uczyć muszą – więc nie wychodźmy na obczyznę, szanujmy nasze zagony i zagrody, i święty podwórzec domowy… Wystąpienie „lubonianki” zakończyły długotrwałe oklaski.
Po tej lekturze pozwólmy sobie na krótką refleksję. Jakże aktualnym dziś może być tekst wygłoszony przed 120 laty, gdy Polska była pod zaborami i nic jeszcze nie wskazywało na I wojnę światową, po której oraz po powstaniu wielkopolskim w 1918 r. odzyskaliśmy niepodległość. Przypomnijmy lokalną historię. Opisywany tu początek XX wieku to dla dzisiejszego miasta Luboń okres uruchomienia w 1904 roku przez zaborcę dwóch fabryk: Drożdżowni (Sinnera) i Przetworów Ziemniaczanych (Koehlmana) oraz początek budowy Kolonii Żabikowo – osiedla dla robotników niemieckich (protestantów) jako przykład planowania urbanistycznego w służbie polityki kolonizacji.[39]
Jeśli obecni na zgromadzeniu obserwatorzy i dziennikarze spodziewali się, sądząc po tytule referatu: „Swój do swego” rutynowego nawoływania do bojkotu niemieckich bądź żydowskich instytucji handlowych, to wystąpienie Marianny Magerowej musiało ich pozytywnie zaskoczyć? Przemowę swoją kierowała właśnie do rodaków i to ze wszystkich warstw społecznych: do bogatych; tych, co jadą za chlebem; do ziemian; chłopów i ich żon. Wnikliwie, jakby była socjologiem, opisywała położenie Polaków poddawanych już ponad 100-letniej pruskiej dominacji. Nie brakowało też w tym referacie gorzkich słów krytyki i mogły być one z rezerwą przyjęte przez niejedną z uczestniczek wiecu. Prasa poznańska przyjęła wówczas wystąpienie Marianny Mager z Lasku z niekłamanym uznaniem. Oto jedna z ówczesnych recenzji prasowych[40]:
„Swój do swego! Na ten temat wypisano u nas bardzo wiele atramentu, zadrukowano wiele papieru i wylano potoki mniej lub więcej wymownych słów, ale nie czytaliśmy i nie słyszeliśmy lepszej, wymowniejszej dysertacyi od tej, którą wygłosiła p. Maryanna Magierowa na wiecu kobiet w Poznaniu. Mądrość swą czerpie ona nie z książek, lecz z księgi życia. Z plastyką Chryzostoma Paska uchwyciła i odmalowała prawdę na gorącym uczynku i dlatego proste jej słowa tak dobitnie przemawiają do czytelnika. Niezawodnie czytelniczki nasze będą nam wdzięczne, że podaliśmy to przemówienie w dosłownym brzmieniu. Radzilibyśmy odczytywać je na zebraniach kobiecych oraz przyciągać na nie kobiety ze stanu włościańskiego, zanim wiece kobiece rozpowszechnią się u nas.
Wiec zakończono przyjęciem rezolucji:
Walka przeciw żywiołowi polskiemu pod zaborem pruskim stała się tak niesłychanie potężną i silną, iż nie wystarcza nam urzędowa obrona narodowych interesów przez naszych posłów w Berlinie, ale jest rzeczą konieczną, aby i kobiety polskie stanęły na szańcach obrony narodowej i poparły usiłowania celem ochrony wiary i języka naszego. Obrona taka prowadzona być musi w domu polskim, gdzie kobieta Polka jest powołaną do tego, aby bronić świętości, czystości oraz narodowych cech ogniska domowego.
Z tych powodów, uznaje III-ci Wiec Kobiet Wielkopolskich, na dzień 30 października 1904 jako święte obowiązki narodowe:
1. Starać się usilnie o oświatę matek – wychowywać dzieci i młodzież w zasadach wiary i uczuciach narodowych.
2. Podwoić czujność naszą, aby każde polskie dziecko, odebrało religijne i moralne wychowanie – aby umiało czytać i pisać w ojczystym języku i znało dzieje swojego narodu.
3. Starać się o podniesienie wartości pracy kobiet, przez odpowiednie wykształcenie zawodowe, ogólną oświatę i zakładanie stosownych towarzystw. Popierać handel i przemysł polski, kierując się hasłem: „Swój do swego!”.
4. Energicznie zwalczać karciarstwo i używanie alkoholu, zważając, iż nałogi te są przyczyną najwięcej demoralizującą nasze społeczeństwo.
5. W sprawach obowiązujących nas moralnie a wynikających z nadużyć nauczycieli naszych dzieci lub innych władz administracyjnych, zapewnić kobietom niezamożnym bezpłatną obronę prawną.
6. Zaprowadzić w swoim domu „skarbonę polską”, w której składać będziemy drobne oszczędności na cele polskie.
Atmosfera towarzysząca wiecom wielkopolskim wywierała oczywisty wpływ na nastroje społeczne w Wielkopolsce, toteż nie dziwi, że dochodziło do strajków dzieci w szkołach, bo przy takich emocjach wywołanych ówczesną polityką antypolską jakieś przesilenie było nieuniknione.

Kolejne wiece – 1908 i 1912
W latach 1908 i 1912 miały miejsce jeszcze dwa wiece kobiet wielkopolskich, lecz brak jest doniesień, czy gospodyni Magerowa z Lasku brała w nich czynny udział. Prawdopodobnie powodem wstrzemięźliwości od dalszych publicznych wystąpień było całkowite poświęcenie się rodzinie i wychowywanie ośmiorga dzieci w tym trzech najmłodszych synów, którzy przyszli na świat między 1902 a 1907 rokiem. Ostatniego – Edwarda[41] Marianna Mager rodziła, mając 42 lata w 1907 roku.
Marianna Mager z domu Jastrzębowska zasnęła w Bogu 10 grudnia 1935 roku[42], przeżywszy 70 pracowitych lat, wypełnionych służbą rodzinie i społeczeństwu. W rodzinnych zbiorach zachował się krótki fotoreportaż z pogrzebu Marianny Mager, który odbywał się w grudniu 1935 roku, a który poniżej publikujemy w całości.










– Na podstawie źródeł: Dionizja Wawrzykowska-Wierciochowa. Kobiety wielkopolskie w działalności narodowej; społecznej i wyzwoleńczej (1788-1919). Poznań; Odezwa przed II Wiecem Kobiet Wielkopolskich „Postęp” 18.05.1900 r., nr 113 [ http://www.wbc.poznan.pl]; Relacja z II Wiecu Kobiet Wielkopolskich „Postęp” 26.05.1900, nr 119 [http://www.wbc.poznan.pl]; Relacja z II wiecu kobiet wielkopolskich „Dziennik Poznański” 26.05.1900 r., nr 119 [https://www.wbc.poznan.pl]; Relacja z III Wiecu Kobiet Wielkopolskich „Przyjaciel Ludu” 03.11.1904 r., nr 252 [https://www.wbc.poznan.pl]; „O wystąpieniu Marianny Magerowej na III wiecu, Praca: Tygodnik Polityczny i Literacki, ilustrowany. 20.11.1904 r., nr 47 [http://www.wbc.poznan.pl[; „Obwieszczenie o III Wiecu Kobiet Wielkopolskich, Praca. 30.10.1904 r., nr 44 [http://www.wbc.poznan.pl]; „Ill-ci Wiec Kobiet Wielkopolskich” Poznań 1904 [https://www.wbc.poznan.pl]; Informacji i materiałów dostarczonych przez Helenę Bąk – prawnuczkę Marianny Mager.
Jerzy Mager – wnuk
Piotr Ruszkowski – RHML (2024)
[1] Miękowo – wieś w powiecie poznańskim, w gminie Czerwonak. W przeszłości należała do klasztoru Cysterek w Owińskach, leży na wschód od szosy 196 – Poznań-Wągrowiec. W 1899 r. wieś należała do majątku Owińska wraz z folwarkiem Annowo (Annahof), leśniczówką Annaberg oraz (Henrichsfeld) o łącznej powierzchni 2 590 ha; własność Otto Sigismunda von Treskow z Nieszawy koło Długiej Gośliny.
[2] Wojciech Jarzębowski i Zofia z d. Kosmowska wzięli ślub w 1844 r. w kościele pw. św. Józefa w Kicinie. Jerzy Mager (powołując się na książkę Izabelli Szczepaniak „Dzieje Ziemi Lubońskiej”) podaje, że bohaterka niniejszego biogramu – Marianna Mager pochodziła po kądzieli ze zubożonej szlachty Kosmowskich. Dane nieudokumentowane.
[3] Stanisław Jarzębowski ożenił się w 1878 r. z 24-letnią Apolonią Korcz ze Starołęki. [APP sygnatura: 1927/3/16, skan 7].
[4] APP, sygnatura: 3438/1/69, skan 6.
[5] APP, sygnatura: 3438/1/96, skan 4.
[6] Ignacy Jarzębowski ożenił się w 1880 r. z 25-letnią Salomeą Kosiak z Gniezna. [APP sygnatura: 1853/3/21, skan 86]. Mieszkał w Kłecku.
[7] APP, sygnatura: 3438/1/105, skan 5.
[8] Józef Jarzębowski ożenił się w 1884 r. z 22-letnią Jadwigą Olechowską z Krotoszyna. [APKalisz sygnatura: 709/3/32, skan 113]. Mieszkał w Krotoszynie.
[9] APP – akt małżeństwa 1889 r. sygnatura: 1921/3/47, skan 8. Biogram Jana Magera znajduje się w tymże roczniku na str. xx
[10] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/185, skan 328. „Spis poległych z wojny światowej” – rękopis – wykaz 31 osób z parafii Wiry. Stanisław Mager pozycja 17; urodzony 10 listopada 1889 r na Świerczewie. Dodatkowe informacje tam zamieszczone: data zgonu: 10 marca 1915 r z dopiskiem: na froncie francuskim; stopień wojskowy – starszy szeregowiec, 1. kompania Infanterie-Regiment 47; parafian; urzędowo poświadczone.
[11] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/52, skan 29; akt zgonu – sygnatura: 1979/4/54, skan 126.
[12] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/55, skan 42; akt zgonu – sygnatura: 1979/4/57, skan 16.
[13] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/58, skan 56.
[14] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/64, skan 112.
[15] APLeszno – akt małżeństwa – sygnatura: 424/2.1/310, skan 74. Jan Mager ożenił się w 1923 r. z Pelagią Gałecką z Nielęgowa (3 dzieci).
[16] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/67, skan 241.
[17] „Spis poległych z wojny światowej” – rękopis – wykaz 31 osób z parafii Wiry. Stefan Magier (zapis oryginalny) pozycja 18; urodzony 24 listopada 1896 r. na Świerczewie. Dodatkowe informacje tam zamieszczone: data zgonu: 29 marca 1917 r. z dopiskiem front rosyjski; stopień wojskowy – szeregowiec 10. kompania rezerwowa Infanterie-Regiment 46; parafian; urzędowo poświadczone.
[18] Informacje z: I. Szczepaniak „Dzieje…” s. 166.
[19] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/73, skan 228. Urodzony w Dębcu.
[20] APP – akt zgonu – sygnatura: 1979/4/78, skan 19.
[21] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/128, skan 13. Urodzona w Lasku.
[22] Stanisław Kaczmarek (ur. 18.09.1897 r. w Kijewie) Mieli dzieci: Pelagię (1928-?), Stanisławę (1930) po mężu Sapor, Teresę Kazimierę (1933-1942), Czesławę (1938). Księga meldunkowa APP 53/4423/0/5/173, str. 253. W okresie II wojny światowej rodzina Kaczmarków została wysiedlona do GG.
[23] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/170, skan 52. Urodzony w Lasku.
[24] Nauczyciel ożenił się z Pelagią Duszyńską.
[25] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/185, skan 213.
[26] APP – akt urodzenia – sygnatura: 1979/1/199, skan 315.
[27] Pochowany na cmentarzu w Wirach.
[28] Biogram syna Edwarda Magera publikujemy w tymże RHL na str. xx.
[29] I. Szczepaniak „Dzieje…” s. 101.
[30] Kulturkampf = walka o kulturę – nazwa polityki i walki ideologicznej, prowadzonej m.in. w latach 1871-1878 z inicjatywy kanclerza Otto von Bismarcka oraz kręgów liberalnych, popierających jego rządy, przeciw opozycji katolickiej. Celem Kulturkampfu było zahamowanie wpływów papieskich i zachowanie „czystości” kultury niemieckiej; jednocześnie Kulturkampf przybrał formę walki o podporządkowanie państwu Kościoła katolickiego (majowe ustawy 1873-75); po wydaleniu 1871 jezuitów z Niemiec papież zerwał 1873 stosunki dyplomatyczne z Niemcami; silny opór całego obozu katolickiego, a zwłaszcza wzrost ruchu socjaldemokratycznego w Niemczech i podjęcie z nim walki, zmusiły Bismarcka do szukania dróg porozumienia z katolikami; nawiązano stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską, złagodzono ustawy majowe; utrzymano jednak m.in. świeckość szkół w Prusach i wpływ państwa na obsadę stanowisk kościelnych. Kulturkampf na ziemiach polskich pod panowaniem pruskim wyraził się w powiązaniu polityki antykościelnej z zaostrzeniem polityki germańskiej (głównie po 1878); w konsekwencji spowodował opór i zjednoczenie całej ludności polskiej w pokojowej walce z niemczyzną. [wg Encyklopedia PWN; https://encyklopedia.pwn.pl, dostęp 02.09.2024]
[31] „Postęp” – czasopismo Chrześcijańsko-Narodowego Stronnictwa Pracy, wydanie: Poznań rok XI, nr 119, 26.05.1990 r. [https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/269632/edition/222235/content; dostęp 29.08.2024].
[32] Obiekt wybudowany w 1884 r. przez browarnika Conrada Lamperta. Od 1921 r. Teatr Powszechny a następnie kino „Apollo”; pasaż pomiędzy ul. Ratajczaka 18 a ul. Piekary.
[33] Wiec opisuje książka pt. „III-ci Wiec Kobiet Wielkopolskich” [file:///C:/Users/p.ruszkowski/Downloads/WA248_92151_F-22-957_trzeci-wiec-kobiet_o.pdf; dostęp 02.09.2024] Referat M. Mager „Swój do swego”, str. 48-59.
[34] Materya – materiał – dzianina.
[35] Spódnik – spódniczka.
[36] Faktor – pośrednik, wg dzisiejszej nomenklatury – słup (człowiek o polskim obywatelstwie podstawiony dla dokonania transakcji dla obcokrajowca).
[37] Frymark – dawniej: handel zamienny lub czynienie przedmiotem handlu bądź targu czegoś, co nie powinno być źródłem zysku.
[38] Landsmann – osadnik, przybysz z obcego kraju.
[39] Patrz: Dorota Molińska – kwartalnik naukowy „Quart” nr 2-2021, str. 112-129 „Pierwsza i zarazem największa kolonia pracownicza w Marchii Wschodniej”.
[40] Tygodnik Polityczny i Literacki, ilustrowany 20.11.1904 r., R. 8, nr 47 [http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/edition/259466/content].
[41] Biogram Edwarda Magera znajduje się w tymże roczniku na str. xx
[42] Wg „Rejestr osób opuszczających gminę Lasek lata1932-1936” sygnatura: 53/4423/0/5/169, s. 27, poz. 630 [RHML – Lasek opuszczający (1932-1936)].



